Podczas pobytu Kalipso z rodziną na moich Kresach dojrzałe zboże kłaniało się żniwiarzom.
Bociany zbierały się na polach, szykując się do odlotu.
Rośliny, po których widać było pełnię lata, prosiły o trochę deszczu.
Mąż Kalipso czerpał zimną wodę ze źródełka.
Kalipsiątka czerpały ogromną radość z możliwości potaplania się w wodzie
i błocie nad brzegiem strumienia.
Kalipso czerpała przyjemność ze spacerów po poleskich łąkach,
nie zapominając przy okazji o nakarmieniu nas wszystkich.
A ja? A ja, szukając cienia i odrobiny ochłody,
czerpałam wytchnienie z zachodu słońca, kiedy to temperatura nieznacznie spadała i można było odpocząć.
Kalipso, pięknie Tobie i Twojej rodzinie dziękuję za odwiedziny i prezenty, które od Ciebie dostałam. Przepraszam jednocześnie, że dopiero teraz to opisuję. Mam nadzieję, iż następna wizyta na Polesiu będzie przebiegała w mniej upalnej atmosferze:)