Trudność tego wyjazdu polega na tym, że trzeba długo czekać.
Najpierw trzeba czekać, aż trochę popada. Najlepiej jak będzie padało długo i rzęsiście.
Później trzeba czekać na kilka dni "ekstremalnych" mrozów (piszę w cudzysłowie, gdyż za dawnych, dobrych czasów przy niejednym mrozie chodziło się po górach). Tym razem było -17C.
Następnie trzeba czekać na piękną, słoneczną pogodę i...
... już nie ma na co czekać. Trzeba pędzić wąską, zalodzoną drogą, by zdążyć na czas pomiędzy 8.00 a 10.00 (wtedy lodospady oświetla niskie, zimowe słońce).
Trzeba uważać, by nie trafić pod spadające kilkudziesięciokilogramowe sople
albo pod chylące się drzewa.
Trzeba też uważać na innych entuzjastów pięknych, zimowych widoków zamarzniętej wody.
Podsumowując: było warto. Lodospady w Rudawce Rymanowskiej widziałam dwa razy i chętnie pojadę tam trzeci raz.





















