Lodospady w Rudawce Rymanowskiej

Trudność tego wyjazdu polega na tym, że trzeba długo czekać.

 

Najpierw trzeba czekać, aż trochę popada. Najlepiej jak będzie padało długo i rzęsiście.

Później trzeba czekać na kilka dni "ekstremalnych" mrozów (piszę w cudzysłowie, gdyż za dawnych, dobrych czasów przy niejednym mrozie chodziło się po górach). Tym razem było -17C.



Następnie trzeba czekać na piękną, słoneczną pogodę i...



... już nie ma na co czekać. Trzeba pędzić wąską, zalodzoną drogą, by zdążyć na czas pomiędzy 8.00 a 10.00 (wtedy lodospady oświetla niskie, zimowe słońce).


 
Trzeba nieźle się natrudzić, by nie wpaść do lodowatej wody (chodzi się po nie do końca zamarzniętej rzece). 
 
  

Trzeba uważać, by nie trafić pod spadające kilkudziesięciokilogramowe sople

  

 

albo pod chylące się drzewa.



Trzeba też uważać na innych entuzjastów pięknych, zimowych widoków zamarzniętej wody. 


A to wszystko po to, by spełnić marzenia. Czeka się prawie rok na wyjazd, który trwa dwie godziny. No, chyba że człowiek trochę się spóźni i wtedy musi stać w kilkukilometrowym korku.

Podsumowując: było warto. Lodospady w Rudawce Rymanowskiej widziałam dwa razy i chętnie pojadę tam trzeci raz.  

14 komentarzy:

  1. W Wyborczej pisali, że turyści w niedzielę 18 stycznia zrobili na te wodospady normalny najazd. W poniedziałek było już mniej ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie niedziela (przy tak pięknej pogodzie) nie jest najlepszym czasem do odwiedzenie tej atrakcji. Ponoć ludzie około 14.00 czekali cztery godziny, aby wyjechać na DK28. Tam się nakłada jeszcze powrót ze stoku narciarskiego.

      Usuń
  2. Oplacalo sie czekac rok na taki spektakl. Wprawdzie widzialam juz zdjecia u wiadomokogo, ale nigdy dosc takich widokow, szczegolnie z innego punktu widzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje widzenie było trochę z mniejszą ilością zachwytów niż u wiadomokogo. Już raz widziałam te lodospady kilka lat temu. I nie było wtedy ludzi.

      Usuń
  3. Zdecydowanie warto było czekać i czyhać na odpowiedni moment. Piękne widoki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, piękne. Kiedyś pojadę tam kolejny raz. Każdej zimy tworzą się inne formacje.

      Usuń
  4. Świetnie opisałaś wyprawę do lodospadów, jest dramaturgia, dreszczyki też są!
    Warto się spieszyć i dojechać wcześnie nie tylko ze względu na kolejki, ważne jest słońce które podbija efekty wizualne lodowych nacieków.
    Zdjęcia piękne i ciekawie wykadrowane, obecne są w nich także dreszczyki. Najbardziej podobają mi się te ujęcia z tym powalonym drzewem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uznanie. Dramaturgia była z przymrużeniem oka. trochę się nie wyspałam - trzeba było rano wstać, by zdążyć na to światło.
      A drzewo - jakby specjalnie dla mnie się pochyliło.

      Usuń
    2. Uznanie należne!
      "Przymrużone oko" zauważyłam ;) a to że 8,00-10,00 godzina to nie jest twoja ulubiona pora aktywności, pamiętam.

      Usuń
    3. Zdecydowanie nie moja, ale cóż się nie robi dla ładnych fotografii.

      Usuń
  5. Dramatycznie ...no , no...ładne zdjęcia, już teraz tam jest dużo mniej spektakularnie i pewnie dużo bardziej dramatycznie jeżeli chodzi o dojście do lodospadów, rzeka już nie tak skuta lodem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ładne zdjęcia. Teraz tam to plucha i roztopy. Dramatyczniej tylko spadają te kilkudziesięciokilogramowe sople.

      Usuń
  6. Widoki niesamowite! Chciałabym to kiedyś zobaczyć na żywo :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę zobaczenie. Zdecydowanie warto tam pojechać.

      Usuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz i że tracisz swój cenny czas, aby zostawić po sobie ślad.