Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogaduchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogaduchy. Pokaż wszystkie posty

Życie optymisty nie jest łatwe..._cz.8

... choćby dlatego, że wszechobecna jesień nastraja bardzo melancholijnie:) [Tytuł to słowa, których autorem jest Scott Adams.]
- A czy ty widzisz to piękne słońce? I czy się cieszysz z tego powodu?
- Dzień jest ciepły, słoneczny, miły, przyjemny, cudowny, udany, piękny, beztroski niczym spadające liście z drzew. 
- A widziałaś dzisiejsze piękne żółte liście w świetle słońca? 
- U mnie chmury i kropi deszcz, mimo wszystko jest dobrze. :-)
- Dzień dobry, dziś mgła i brak słońca, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Piękny dzień się szykuje.
- U mnie jest chłodno, rześko i słonecznie. Chmury na niebie układają się w piękne, nieregularne wzory, są delikatnie różowe, gdzieniegdzie przechodzą w czerwień. Niebo jest przepiękne. 
- Rano było biało, ale teraz jest już tylko szaro, mokro, pada deszcz ze śniegiem. Ubieraj się ciepło. :-)
- Za oknem piękna pogoda, mnóstwo słońca i dość ciepło. Idealna pogoda na sobotni spacer. 
- Złap w locie wiatr i ciesz się, ile się tylko da. 
- Poproszę o zdjęcie prawdziwej zimy.
- A jak wrócisz ze spaceru, zrób sobie filiżankę dobrej herbaty. I zjedz jakieś pyszne ciastko. Tylko pamiętaj o ostatniej diagnozie lekarza. :-P


Czy można się dziwić, że przy takim optymistycznym nastawieniu do jesiennej aury melancholia odchodzi w zapomnienie i nawet pierwszy grudniowy śnieg wydaje się różowy?

Krótkie wiadomości_2

Deszczowy, listopadowy poranek. Za oknem mglisto, szaro, wietrznie i...


- Jaka piękna pogoda, confetti deszczowe... Ale rześko.
- Tylko siedzieć przy kominku i popijać herbatę. Zaraz sobie zrobię. Lubię deszcz:)
- No właśnie, na to chcę cię nakierować :-)
- I udaje ci się to na 200%:) Piję teraz twoje zdrowie herbatą "Leśne marzenie".
- Do tego pasuje jakieś dobre ciastko. Ale i sama herbata jest ok.
- Mam ciastka:)
- Ha, to masz WSZYSTKO!
- Tak, prawie wszystko:)
- I do tego jakaś motoryczna muzyka :-)
- Co to znaczy "motoryczna muzyka"?
- Taka, która sama się nakręca, jak perpetuum mobile.
- Czy możesz w wolnej chwili podać jakiś przykład?
- Partity Bacha, etiudy Chopina lub smooth jazz z muzyki rozrywkowej, Karo Glazer "The magic of life", prawie wszystkie utwory Acoustic Alchemy, a zwłaszcza "Passion Play".
- Jesteś w transie?
- Wcale nie, tylko chcę odpowiedzieć rzetelnie.
- Pięknie dziękuję za rzetelną odpowiedź:)
- Proszę. Jutro przepytam z tych utworów :-)
- Ale ja się nie znam na muzyce.
- To nic. A jeśli chcesz się wyciszyć, to włącz sobie ballady i nokturny Chopina, odkryjesz w nich piękny styl brillante :-)

Długi, listopadowy wieczór... A może by tak posłuchać Koncertu fortepianowego f-moll op. 21 Fryderyka Chopina? [Larghetto, źródło]


Poniżej kilka ciekawostek na temat tego utworu [źródło].
Część druga Koncertu, słynne Larghetto, staje się jego częścią centralną. Można by powiedzieć, że cały utwór zawdzięcza mu rację istnienia. (...) O wejściu fortepianu Jarosław Iwaszkiewicz powiedział, że „brzmi jak otwarcie bramy do jakiegoś przybytku miłości i spokoju...”
„Bo ja już – może na szczęście – mam mój ideał, któremu wiernie, nie mówiąc z nim, już pół roku służę, który mi się śni, na którego pamiątkę stanęło adagio do mojego Koncertu...” [do Tytusa Woyciechowskiego, 3 października 1829].
Utwór zainspirowany uczuciem do Konstancji Gładkowskiej został wydany w parę lat później z dedykacją dla Delfiny Potockiej.

CDN

P.S. Dziś dostałam wiadomość, że lot w obie strony do Palmy na Majorce kosztuje tylko 166 zł.

Prezent na jesień


Mam dla ciebie
Czajnik
Do parzenia herbaty
Taki zwyczajny
Porcelanowy
W banalne wzory
Ty przecież
Tak lubisz
Jasne i dobre wiersze
Przepić łykiem
Ciemnej herbaty
Gdy przyjdą
Listopady



Wiersz Adama Ziemianina pt. "Prezent na jesień" według mnie doskonale wpisuje się w dzisiejszy wieczór. Za oknem monotonnie pada deszcz, wieje nieprzyjemny wiatr. Po prostu listopad...


W pokoju, rozświetlonym blaskiem świec, unosi się aromat herbaty "Jesienny wieczór", przywiezionej z mojej ostatniej podróży do Kazimierza Dolnego. Jest dobrze... Prawie dobrze.

Przez głowę przemykają luźne skojarzenia: chryzantema - fortepian - Chopin - Majorka. Chciałabym tam być. Patrzę na widokówkę, pisaną z Valldemossy z dopiskiem "To kolejne miejsce, które bardzo serdecznie Ci polecam." Dostałam niedawno wiadomość, że lot w obie strony do Palmy kosztuje tylko 207 zł. Powinnam tam teraz być.

„Jutro jadę do owego przecudnego klasztoru Valdemosa pisać w celi starego mnicha, co może miał w duszy więcej ognia jak ja i tłumił go, tłumił i gasił, bo miał go na próżno. - Myślę Ci moje Preludia i Balladę wkrótce posłać." Z listu do Juliana Fontany w Paryżu, Palma, 14 grudnia 1838 [źródło]

Fryderyk Chopin, Preludium e-moll Op.28 nr 4; Janusz Olejniczak [źródło]

Rany, ale przygnębiający utwór. Niepotrzebnie go słuchałam. Przepraszam za wyrażenie, ale teraz to tylko "się pochlastać"...


CDN

A może by tak porozmawiać?

W komentarzach pod postem pt. Pan Samochodzik i tajemnicze zjawy pojawiły się wypowiedzi na temat lubienia górnej czy też dolnej części bułki. Z moich wyliczeń wynika, że jednak większe zapotrzebowanie jest na wierzch. Osobiście też wolę górną część (a już szczególnie, gdy jest z ziarnami dyni), ale z chęcią oddaję ją drugiej osobie. Ot, tak, po prostu, żeby komuś zrobić przyjemność. Oczywiście, najpierw się upewniam, jakie są upodobania amatora bułek. Wystarczy tylko zapytać - żeby nie było jak w bajce.

Kobieta i mężczyzna kochali się bezgranicznie i byli dla siebie wszystkim. Przez całe życie kobieta, przygotowując wspólne śniadanie, przekrawała bułkę na pół, mężowi oddając górną, lepszą część, a sobie zachowując spód.
Nadeszła pięćdziesiąta rocznica ślubu. Kobieta pomyślała, że ten jeden raz przeznaczy dla siebie górną, wypieczoną część bułeczki. Gdy oddała mężowi spód bułki, on aż podskoczył z radości i szczerze jej podziękował. Okazało się, że on bardziej lubił tę dolną część, ale sądził, że ona też, dlatego z pokorą przez całe życie zjadał wierzch bułki.
Jaki z tego morał? Moim zdaniem taki, że trzeba mówić o swoich potrzebach i bolączkach, aby nie okazało się, że przez całe życie postępowaliśmy wbrew sobie.[źródło]


Czasami wystarczy tylko porozmawiać.

Zaproszenie na Kresy_raz jeszcze

Prowadzę bloga ponad dwa lata. W tym czasie poznałam wiele osób zajmujących się prowadzeniem swojego "pamiętnika" w internecie. Z wieloma znajomymi spotkałam się w rzeczywistości, przez wielu byłam goszczona jak księżniczka. Przyjazd Grażyny i P. do mnie na Polesie był wspaniałą okazją, aby zacząć spłacać dług wdzięczności wobec tych wszystkich, którzy obdarzyli mnie życzliwością, przygarnęli pod swój dach, karmili mnie pierogami i innymi pychotkami:)
Jedyny problem z goszczeniem się leży po mojej stronie - po prostu nie umiem gotować. Wcale a wcale:))) Ale od czego mam Bliskich?:) I tak: na powitalny obiad T. przygotował swoją słynną zupę cebulową, a ulubiona Sąsiadka przyrządziła wspaniałe drugie danie z kurczaka z młodymi ziemniakami i mizerią. Mało tego - z własnej i nie przymuszonej woli zrobiła pyszne ptasie mleczko z truskawkami, podobne do tego na fotografii obok (to z malinami było również zrobione po dobroci z okazji podwieczorku w plenerze).


Równie pyszne ciasto z jagodami wykonały G. i J., ale z powodu przejęcia się wenezuelskim śniadaniem nie pomyślałam o sfotografowaniu go.


Bardzo smaczny kurczak, pieczony przez koleżAnkę, zagościł w altance podczas pierwszej uroczystej kolacji. Przygotowane na te okoliczność szaszłyki zostały, po uprzednim poddaniu ich procesowi grilowania:), zjedzone kolejnego dnia w plenerze.


Do tego były lody (tak samo dobre jak ładnie wyglądające), przyrządzone przez koleżAnkę, ale podane z wielkim wdziękiem przez P.


P. zresztą nie tylko podawał potrawy. Poniżej widać obieranie ziemniaków na "cztery ręce" i dwa sposoby: wenezuelski i polski:) Do tych ziemniaków były jeszcze sznycelki z udek kurczaka, a wcześniej rosół ze szczęśliwego kurczaka:) Dodatkowo na deser przesmaczne ciasto - wszystko robione przez K. i T. 


Jak z tego wynika podstawowym sposobem żywienia Gości były dania z kurczaka i ciasto - wszystko własnoręcznie robione przez moich Bliskich:) Pochwalę się  - ugotowałam kompot z czerwonej porzeczki, z którego jestem do tej pory dumna - dał się wypić:)


Gościliśmy się wielokrotnie i podczas każdego posiłku była przemiła atmosfera, mnóstwo życzliwości, ciekawych opowieści słuchanych z zapartym tchem - jednym słowem były to wspaniałe przyjęcia:) Radości z nich nic mi nie przesłaniało - nawet mycie stosów naczyń.


Specjalistą w tym temacie okazał się P. - ponad wszelką wątpliwość doskonale radzący sobie w kuchni:)


Jak sobie obliczyłam, Grażyna i P. poznali piętnaście osób z kręgu moich Bliskich i dobrych znajomych. Odwiedziliśmy piętnaście różnych miejsc w bliskiej i trochę dalszej okolicy. Było wiele przesympatycznych spotkań, pogaduch przy herbacie, opowieści do północy. Były nawet regionalne przyśpiewki w wykonaniu koleżAnki, która przebrała się na pożegnanie w odpowiedni stój, podkreślający "ludowość":) 
W tym miejscu pragnę podziękować: A., B., p. B., G., J., J., K., K., M., M., p. M., S., T., T. i W. za uczestniczenie w moim życiu podczas pobytu Grażyny i P., za goszczenie nas w swoich domach, a także za wszelką pomoc mi okazaną, szczególnie przy przyrządzaniu posiłków:)


Przy okazji pochwalę się prezentami od Grażyny: dostałam pyszną herbatę z owocami goji, ulubione czekolady (z wycieczki do Czech), specjalne papierowe torebki do parzenia herbaty, przywiezione aż z Kanady, a także podstawkę pod torebkę z pięknej ceramiki z Bolesławca. Za wszystkie prezenty pięknie dziękuję:)))




Występujący na fotografiach świecznik zrobiłam specjalnie na powitanie Gości - przecież Grażyna lubi ptaki:)


Siedzę sobie teraz w domu, popijam herbatę i wspominam dzisiejsze śniadanie:) Jadłam przepyszne arepy:))) Tak, tak, arepy:) Otóż właśnie wróciłam z trzydniowej gościny u Grażyny i P. na Mazowszu. Przy okazji miałam przyjemność poznać przesympatycznego Brata Grażyny i jego rodzinę. I znowu nie wiem, jak mam dziękować i znów mój dług wdzięczności rośnie:) A jak dodam do tego fakt, że przede mną Grażyna gościła moją ulubioną Sąsiadkę, to... chyba znalazłam sposób na połączenie dwóch światów: blogowego i rzeczywistego:) I bardzo mi się to podoba:)

Mam tysiąc powodów do radości...

... a właściwie "Tysiąc szklanek herbaty" do przeczytania. 

Nie tak dawno, w poście pt. Jedzenie powinno zaspokajać głód..., wspomniałam, że dostałam od T. specjalny prezent. Taki bardzo tendencyjny. No, po prostu stworzony dla mnie. Owszem, były czekoladki, ale przede wszystkim była książka z załącznikiem w postaci przepięknej karteczki z łódkami.
"Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku", autorstwa Roberta Robba Maciąga, zdobyła w konkursie "Travelery 2012" tytuł "Podróżnicza książka roku".
"Tysiąc szklanek herbaty" to w gruncie rzeczy nie jest książka o jedwabnym szlaku, lecz raczej o ludziach, którzy nim podążają, i o ludziach, którzy żyją na jego trasie. O ludziach i o spotkaniach z nimi przy tytułowej herbacie. Ta herbata - jak pisze autor - jest zawsze gorąca, tak jak zaproszenie do domu. [źródło]


- Jeśli nie dążysz do spełnienia swoich marzeń, równie dobrze mógłbyś być warzywem." - to fragment motta książki, które, zgodnie z zamysłem autora, wywarło na mnie określone skutki. Mało tego, z każdą przewracaną kolejną kartką skutki były coraz większe. 
Mogliśmy tak planować, marzyć i myśleć o kolejnej podróży latami. Ciągle nam czegoś brakowało, a oszczędzanie pieniędzy odwlekało nasz wyjazd z miesiąca na miesiąc. Ciągle wydawało się nam, że jeszcze czegoś nie mamy. Po dłuższym czasie ciągłego niezdecydowania wpadłem na, jak mi się wtedy wydawało, genialny pomysł. Zamiast ciągle czekać, ciągle oszczędzać i ciągle planować, postanowiłem, że wyjeżdżamy "za pół roku od dziś", i kupiłem bilety. Tym prostym sposobem klamka zapadła, trzeba było jechać z tym, co mieliśmy, i przestać się zastanawiać. 
Powyższy cytat pochodzi ze strony 8. Od razu lojalnie uprzedzam, że prawie na każdej kartce książki znalazłam coś zamieszczonego specjalnie dla mnie. I w najbliższym czasie nie zawaham się użyć kilku mądrych zdań, napisanych przez autora.

Do motta T. dopisał: na 200% racja! Miłego czytania! Pozdrówy... A na karteczce, dołączonej do książki, były następujące słowa: Chciałbym, aby ten załącznik do "Tysiąca szklanek herbaty" zawsze przypominał Ci: (... ) i jeszcze coś - że to NIE KONIEC! (...) hmm... to naprawdę NIE KONIEC :)
T., bardzo serdecznie dziękuję Ci za prezent, a przede wszystkim za dużą dawkę optymizmu, zawartą w Twoich słowach.

P.S. Kartka wcale nie jest prowokująca, jak to zostało napisane w komentarzu poniżej. Według mnie to kartka "wizualizacyjna" - stawia się taką karteczkę w widocznym miejscu i wie, co chce się robić do końca życia. Jest wykonana bardzo ciekawą techniką (nigdy wcześniej takiej nie widziałam). Po prostu jest piękna. Oczywiście jest to karteczka dla mnie - nie każdy musi mieć taki cel w życiu.

Gdzie jest herbata, tam jest nadzieja

Herbatka do wyboru pyszna... jak wspomnienie herbaciarni w Kazimierzu
a rankiem kawa jak nie :) musi być :)
ulubiona Tatuśkowa :) i Twoja mam nadzieję też
Nie ma jak usiąść przy zapalonej świecy
i porozmawiać... nocą
o tym co za nami... co w nas... i przed nami

Powyższy tekst mógłby wydawać się wierszem, ale nim nie jest. To zapis na karteczkach, dołączonych przez U. do prezentu, otrzymanego jakiś czas temu. A prezent jest typowym "zestawem do pogadania". U. zna mnie jakieś 15 lat i wie, co lubię najbardziej. Parzy się taką herbatę, zapala świeczkę i można całą noc gadać, gadać, gadać... O morskim rejsie, spływach kajakowych, wyprawie w Tatry, żeglowaniu po Mazurach. I o wielu innych sprawach, które można omówić, siedząc przy dobrej herbacie. A herbaty dostałam przepyszne. Szkoda, że nie znam ich nazw (pani w sklepie zapomniała podpisać), ale już sam wygląd zaprasza do spróbowania.


Wspomniana herbaciarnia w Kazimierzu to oczywiście Herbaciarnia U Dziwisza. Pewnego listopadowego dnia ładnych kilka lat temu zaprosiłam tam U., której tak posmakowała cynamonowa herbata, że poprosiła o dolewkę. Pamiętam też, że ogromne wrażenie na U. zrobiły ocieplacze na czajniczki z herbatą. Nie pamiętam tylko, czy kawałek cynamonu z filiżanki wylądował "na pamiątkę" w Jej plecaku, czy też nie. Czasami moi Bliscy mają takie ciekawe pomysły.


Skoro już chwalę się prezentami, to przy okazji pokażę prezent od Miki, która obdarowała mnie ostatnio bardzo smacznym chlebem domowej roboty i przepysznymi truskawkowymi konfiturami. I od razu nieśmiało przypominam - sezon truskawkowy się niedługo zacznie. A ja bardzo lubię truskawki.



O tym, że lubię truskawki wie też K., która, będąc u mnie przejazdem, przywiozła "pół" piwnicy. Przejazdem, gdyż jechała z wybrzeża przez Podhale do mnie na Kresy. Na fotografii wszystkiego nie widać (gdyż zawartość części słoiczków została wcześniej zjedzona), ale, oprócz truskawkowych i wiśniowych konfitur, była sałatka z pomidorów, dyni oraz wspaniałe mięsko domowej roboty.


A skoro o mięsku mowa, to w pięknych okolicznościach przyrody czasami jestem zapraszana na przepyszne szaszłyki autorstwa K. Przy ich przygotowywaniu oczywiście pomaga T.


Nawiązując do tytułu dzisiejszego wpisu [autorką słów jest Regina Helker], stwierdzam, że mam nadzieję, iż z głodu nie zginę. I nie chodzi tu tylko o herbatę - mam na względzie przede wszystkim obiady, kolacje i śniadania,  na które jestem zapraszana, a także ruskie pierogi, racuchy z jabłkami, kanapki i ciastka, którymi jestem raczona między posiłkami. Nie potrafiąc gotować, trafiłam w moim najbliższym otoczeniu na wiele wspaniałych osób, którym gotowanie sprawia przyjemność i które to robią dobrze. A przy okazji osoby te odczuwają ogromną potrzebę dokarmiania mnie. I niech tak będzie aż do końca świata i o jeden dzień dłużej.
Na koniec jeszcze tylko wspomnę o dwóch sytuacjach, które mnie ostatnio rozczuliły. Przygotowania do podróży w Tatry, pakuję się jak zwykle w pośpiechu. Zagląda do mnie moja ulubiona Sąsiadka i mówi: Przyniosłam ci kanapki na drogę, przecież wiem, że i tak nie zdążysz ich sobie zrobić. I druga sytuacja - w przeddzień ostatniego wyjazdu dostaję od T. torebkę ze słowami: Drobny upominek na drogę, banany i, ostatnio ulubiona przeze mnie, czekolada Oreo.



U., Miko, K. i K. - pięknie dziękuję za prezenty "do jedzenia". T., K., B. i A. - jestem Wam niezmiernie wdzięczna za niemalże codzienne dożywianie mnie. B. i T. - na długo w mojej pamięci zostaną miłe gesty, świadczące o Waszej trosce o moje podróże.

Życie optymisty nie jest łatwe..._cz.7

... choćby dlatego, że czasami zdarza się wieczór, gdy człowiek dochodzi do wniosku, iż ten ostatni problem to o jeden za dużo.
Idealnym rozwiązaniem w takiej sytuacji byłoby wypłynięcie w daleki rejs. Na morzu, w trudnych warunkach, w obliczu potęgi żywiołów, nabiera się dystansu do tego, co zostawiło się na lądzie. Wraz z powiększaniem się odległości od brzegu, maleją, a w końcu nikną wszelkie problemy życia codziennego. No, ale nie zawsze można wypłynąć w rejs...
Czasami bywa dodatkowo tak, że nikogo z Bliskich nie ma w zasięgu wzroku albo Bliscy mają własne, bardzo ważne sprawy do załatwienia. Telefon milczy jak zaklęty, nie ma do kogo gęby otworzyć... I wtedy człowiek zaczyna rozczulać się nad sobą.  I dość szybko może człowieka dopaść stan, określany przeze mnie pojęciem "niktmnienielubi".

Ostatnią krztyną rozsądku postanawiam coś z tym stanem "niktmnienielubienia" zrobić. Przypominam sobie o prezencie - herbacie, kupionej przez T. w mojej ulubionej herbaciarni "U Dziwisza". Miło było usłyszeć: "Przywiozłem ci niespodziankę z podróży do Kazimierza Dolnego.":)

Wyciągam z szafki paczuszkę herbaty "Cytrynowa nuta". Takiej jeszcze nigdy nie piłam. Otwieram torebkę i... cała kuchnia wypełnia się przyjemnym, niepowtarzalnym aromatem trawy cytrynowej:) Parzę herbatę, zapalam świeczuszki. Pierwszy, drugi łyk i... czuję jak powoli opada ze mnie napięcie, a problemy ostatnich dni nabierają normalnych, ludzkich wymiarów, umożliwiających zmierzenie się z nimi. Filiżanka herbaty poradzi sobie z największym problemem. [Bernard-Paul Heroux]

Przez myśl przemyka wspomnienie z dzieciństwa - powroty T. z delegacji służbowych, kiedy to, nie pytając o podróż, ani o to, co w świecie ciekawego, od razu w progu padało zdanie: "Co mi przywiozłeś?."
Dzieciństwo było takie proste... Przede wszystkim brak konieczności podejmowania decyzji i odpowiedzialności za nie. 
Wieczorna cisza, blask świec pomagają wspomnieniom. I jeszcze ten pyszny sernik od p. Z., smakuje prawie tak jak najlepszy pod słońcem sernik M.:) Brakuje w nim  tylko rodzynków:)))


Dołączona do herbaty kartka pocztowa z reprodukcją obrazu, przedstawiającego Kazimierz nad Wisłą, doskonale wpisuje się w klimat wspomnień. W końcu jest to moje ulubione miasteczko na Lubelszczyźnie, do którego zaglądam od czasu do czasu od lat trzydziestu.


A wracając do herbaty "Cytrynowa nuta" - nie dość, że wspaniale smakuje, to jeszcze obłędnie pachnie :) A to wszystko za sprawą estragolu, który oprócz trawy cytrynowej występuje również w bazylii i anyżu.
Palczatka cytrynowa (Cymbopogon citratus) jest rośliną szeroko uprawianą w krajach tropikalnych. Jej liście i łodygi mają silny cytrynowy smak oraz zapach. Zawierają dwa cenne olejki: cytral (70-80%) i mircen (20%). [źródło]


Na początku postu wspomniałam o wypłynięciu w daleki rejs - skoro tak, to proszę:) Zapraszam na wyprawę dookoła świata śladami trawy cytrynowej:) Podróż zaczyna się w Egipcie, gdzie już w starożytności, 3000 lat temu, znane były skutki jej stosowania.
W Izraelu naukowcy z Uniwersytetu Ben Guriona w Beer Szewie udowodnili, że trawa cytrynowa posiada właściwości antynowotworowe.
W Indiach, Malezji, Gruzji, czy w Afryce trawa cytrynowa dostarcza olejku cytronelowego, który stosowany jest w przemyśle perfumeryjnym oraz w medycynie. [źródło
Trawa cytrynowa ma wiele właściwości leczniczych, od dawna wykorzystywanych w krajach Dalekiego Wschodu, między innymi w Indiach i Chinach oraz w Ameryce Południowej. [źródło]
Trawa cytrynowa jest jednym z ważniejszych dodatków do dań w kuchni Tajlandii i w Indiach.[źródło] W Tajlandii przygotowuje się zupę o nazwie tom-yum, gdzie jest wykorzystana w dużej ilości. 
Początkowo była uprawiana w Indiach, Indonezji oraz południowo-wschodniej Azji, ale z powodu ciągle zwiększającej się popularności azjatyckiego stylu gotowania zaczęto ją hodować w różnych częściach świata, także w Polsce... [źródło] Trawę cytrynową uprawia się obecnie w Brazylii, Meksyku, Indiach, Afryce, Australii, na Florydzie, w Kalifornii oraz na wyspach Morza Karaibskiego.
W Ameryce Południowej trawę cytrynową dodaje się do yerba mate, co wpływa na zwiększenie koncentracji, rozjaśnienie umysłu, usprawnienie procesów kojarzenia i zapamiętywania.
W Peru najpopularniejszym bezalkoholowym napojem jest Inca Cola (zwana złotą colą), którego podstawowym składnikiem jest trawa cytrynowa. Jest to wariacja tradycyjnej coli, w żółtym kolorze i o smaku lemoniady. Ciekawostką jest fakt, że Peru jest jedynym krajem, w którym spożycie innego napoju gazowanego niż Coca Cola jest wyższe. Inca Cola swój sukces zawdzięcza niskiej cenie, lokalnej nazwie, charakterystycznym słodkim smaku i agresywnej kampanii marketingowej. [źródło]
W Brazylii uznawana jest za naturalny antydepresant poprawiający nastrój a nawet wywołujący halucynacje, choć dodać należy, że nie potwierdzają tego żadne konkretne badania. [źródło] W medycynie ludowej Brazylijczyków uważa się, że trawa cytrynowa ma właściwości uspokajające i nasenne.

Ciekawostki o trawie cytrynowej wygrzebane w sieci:
Trawa cytrynowa
Chroni przed rakiem, uśmierza ból...


Na podstawie powyższego opisu wynika, że herbata z trawą cytrynową ma właściwości wręcz magiczne:) Bledną one jednak wobec spokojnego głosu, który w słuchawce telefonu mówi do mnie: "Jutro pogadamy i opowiesz mi, co spowodowało ten słabszy nastrój." I wobec rzeczowej rozmowy (nawet nie ma się jak pokłócić:), w trakcie której pada to jedno właściwe zdanie - że w życiu najważniejsze jest przecież... samo życie.
I co ja mam na to wszystko teraz powiedzieć? Po prostu: DZIĘ-KU-JĘ:)))

P.S. Tytuł to słowa, których autorem jest Scott Adams.

"Każda filiżanka herbaty jest wyimaginowaną podróżą."

Wrzesień 1866 r., Londyn, dwa klipry: Ariel (853 tony) i Taeping (767 ton), biorące udział w Wielkich Regatach Herbacianych, po ponad trzech miesiącach żeglugi z Fuczou w Chinach i przepłynięciu 15 tysięcy mil morskich (blisko 28 000 km) zawinęły do portu z ładunkiem herbaty. Na zwycięzcę czekała wysoka nagroda. Great Tea Race 1866 przeszedł do historii kliprów jako jedyny przypadek, kiedy to tak wiele żaglowców na tak długiej trasie walczyło w tak wyrównanym pojedynku o palmę pierwszeństwa. Do dnia dzisiejszego toczy się spór kto wygrał [...].



Luty 1998 r., Kraków, Festiwal Shanties, półfinał pierwszego na świecie "Konkursu o tytuł Szantymena Roku". Na scenie, oprócz dziewięciu uczestników, jest jedna uczestniczka:) I to właśnie ona dostaje pytanie: "Jaka była różnica czasu pomiędzy dwoma kliprami, biorącymi udział w Wielkich Regatach Herbacianych w 1866 r., które jako pierwsze dopłynęły do Londynu? Można pomylić się o [...]." Nagrodą w konkursie jest dwutygodniowy rejs na s/y Zawisza Czarny po Morzu Śródziemnym. Dziewczyna, okrutnie stremowana, mówi do mikrofonu: "Różnica czasów pomiędzy kliprami wynosiła DOKŁADNIE [...]". Kilkutysięczna publiczność, zgromadzona w KS Korona, bije brawa:)



Słowa Catherine Douzel, które posłużyły mi za tytuł dzisiejszego wpisu, mówią o wyimaginowanej podróży, ale oba teksty, zamieszczone powyżej, dotyczą autentycznych zdarzeń. Oczywiście wiem, co należy wpisać w miejsca oznaczone trzema kropkami [...] :) I chętnie opowiem, zarówno o regatach herbacianych, jak i o rejsie wygranym w konkursie na Szantymena Roku:)



Dzisiejszy post powstał pod wpływem inspiracji komentarzem o następującej treści: "Powinnaś już rozpocząć kampanię na rzecz wypicia herbaty u Dziwisza ;-)". Tak więc proszę ten post potraktować jako początek "kampanii na rzecz":))) T., jeśli Cię nie kuszą smaki herbat: "Truskawkowe serduszko", "Leśne marzenie", "Owocowy raj", a także kilkudziesięciu innych gatunków o mniej lub bardziej wymyślnych nazwach, możliwych do spróbowania w Herbaciarni u Dziwisza, to może dasz się namówić na ciąg dalszy opowieści:))) Oczywiście opowieści snutych... przy herbacie :)