Jest takie miejsce w Bieszczadach...

... które wzmacnia uczucia mających się ku sobie. Trzeba tylko nie opodal źródeł Sanu odnaleźć grób hrabiny i tam zmówiwszy "wieczne odpoczywanie" wyrzec imię osoby, od której oczekujemy dozgonnej miłości. I niechaj nie dziwią Was te dwie kamienne płyty nagrobne zatopione w powodzi traw i krzewów. (...) Ci, którzy byli przed nami, także mieli chwile radości i smutku, kochali i byli kochani.[Andrzej Potocki "Księga legend i opowieści bieszczadzkich" - Legenda o Hrabinie Klarze; czas 3.45-7.14]

O Grobie Hrabiny słyszałam od lat piętnastu, od kilku lat wybierałam się tam, ale... jak to zwykle bywa różne sprawy stawały mi na drodze. W tym roku udało mi się tam dotrzeć. I bardzo dobrze - kolejne miejsce na moim "planie marzeń" zdobyte.

Po wojnie i wyznaczeniu granicy na Sanie miejsce, gdzie znajdował się grób Klary i Franciszka Stroińskich, stało się prawie niedostępne. Zwłaszcza, że cały tzw. Worek Bieszczadzki został zaanektowany przez ówczesne władze PRL-u na prywatny teren myśliwski. Dotarcie do Grobu Hrabiny dawało pasowanie na prawdziwego turystę. Kto tam dotarł zaliczany był "w poczet Wielkiego Bractwa, sympatyków wielkiej przygody i wielkiej wyrypy". [źródło]

Wyprawy te były ekscytujące i pełne emocji. Jeśli komuś udało się dotrzeć tu niezatrzymanym przez patrol ówczesnych WOP, to tradycją było odśpiewanie przy grobie jakiegoś hymnu bojowego, często śpiewano w kilka osób tak głośno, by rozdrażnić strażników granicznych po stronie ZSRR (obecnie ukraińskiej). [źródło]





Najczęściej śpiewano „Amaranty”. Gdy śpiewających było więcej, melodia docierała aż na Ukrainę (wówczas należącą do ZSRR). Rosyjscy pogranicznicy natychmiast powiadamiali polskich, żądali, aby „zrobić z tym porządek”, emocje rosły...[źródło]
Ćwierć wieku temu - chodziło się inaczej. Drogi przez Muczne bronił rządowy ośrodek. Szlakiem, jak należy, trzeba było wejść na Halicz. Stąd, najlepiej po ciemku, zbiegało się przez Potasznię do Beniowej, łamiąc po drodze wszelkie przepisy. I te parkowe, i te dotyczące strefy nadgranicznej. Po krzakach, broń Boże po drodze, wędrowało się do Grobu Hrabiny. Ten, kto umiał go znaleźć wśród zarośli i traw – był kimś. Emocji dodawało ryzyko spotkania z niedźwiedziem lub z pogranicznikiem. Pół biedy, jeśli z polskim. Ponoć radzieccy mieli we zwyczaju przeskakiwać niewielki przecież San i spacerować po naszej stronie. Taka wpadka – podobno – mogła się zakończyć nieplanowaną wycieczką do Lwowa… [źródło]

Obecnie do Grobu Hrabiny prowadzi ścieżka historyczno-przyrodnicza "W Dolinie Górnego Sanu", która jest opisana i zilustrowana pięknymi fotografiami na stronach: Twoje Bieszczady i Grupa Bieszczady (polecam). Można też tam znaleźć następujący opis wyprawy do Sianek i na Grób Hrabiny (pomyłka w imieniu):

... po II wojnie św. i potem, gdy Obniżeniem Górnego Sanu rządził pułkownik Doskoczyński dotarcie do grobu Hrabiny było nie lada wyczynem. Tak o tym pisze Witold St. Michałowski w "Hejże na Bieszczdy": "Pasowanie na rycerza turystyki dawała wtedy wyprawa do "Worka", na Sianki i na "grób hrabiny". Niedaleko od Przełęczy Użockiej, przytulona jednym bokiem do niewielkiego strumyczka, przedziwnym zrządzeniem losu ostała się nagrobna płyta Klementyny z Kalinowskich Stroińskiej. Dojść do niej trudno. Łany pokrzyw, nigdy nie przecinane sosnowe młodniki, wysokie trawy utrudniają wędrówkę.

Po drodze do Grobu Hrabiny przechodzi się koło miejsca, na którym stał dwór należący do kilku pokoleń Stroińskich. Warto zajrzeć na stronę o Siankach, na której znajduje się kilka starych fotografii i taki zapis:
Właścicielami Sianek byli Stroińscy. W latach trzydziestych była to podupadła szlachecka rodzina. Na zdjęciu widać, że dwór zubożał: z sufitu odrywa się tapeta, podłoga ze wszystkich desek jest już bardzo zużyta, w kącie dobrze widoczna bieda, która piszczy. Jedynym śladem świetności są meble, a szczególnie ten na pierwszym planie - fortepian firmy J. Fritz in Wien.

W "Słowniku historyczno-krajoznawczym cz. I Gmina Lutowiska" (przy okazji - gorące podziękowania dla p. R. za udostępnienie książki i fotografii oraz zachętę do odwiedzenia tego miejsca) znalazłam następujący opis:


Zabudowania dworskie leżały na lewym, zachodnim brzegu Sanu, 250 m na północ od ujścia potoku Niedźwiedź (drugi lewy dopływ Sanu). W 1852 r. składały się z dworu i sześciu budynków gospodarczych. Wszystkie były drewniane. Dwór na planie prostokąta o wymiarach 33,4 x 16,7 m miał ganek od strony wschodniej. Położony był nietypowo, gdyż jego południowa ściana zorientowana była na godz. 15.40. W kompleksie zabudowań znajdował się staw na wschodnim brzegu Sanu, oddzielony od niego groblą a zasilany wodą ze strumienia. Na początku XX w. zabudowa nie zmieniła się, przybyły jedynie dwa budynki gospodarcze i murowana kaplica dworska pw. św. Jana (vis a vis dworu). [...] We dworze od września 1939 do czerwca 1941 mieścił się posterunek Gestapo. Zabudowa dworska została zniszczona w roku 1946.
Dużo ciekawych starych fotografii znalazłam na Forum portalu turystyka-gorska.pl. Warto tam zajrzeć, gdyż trudno sobie wyobrazić, że przed wojną Sianki były znanym ośrodkiem narciarskim. Teraz okolice dworu wyglądają jak na zdjęciu obok.

W Siankach znajdował się także kościół i dwie drewniane cerkwie, obydwie pod wezwaniem św. Stefana. Starsza powstała na początku XIX w., podobno przeniesiono ją z Zakarpacia. Kolejną wzniesiono w 1908 r., a konserwowano rok później. Wiadomo, że w pierwszej cerkwi po lewej stronie ikonostanu znajdował się napis w języku polskim, wymalowanym prawdopodobnie w 1834 r. przez jej renowatora, malarza Jana Sedenkowicza, o treści: "Ta ze robota zmalowano / za dziedzica Stroińskiego / Francyka / zapsykładem wóy / ta prawego i prowizora / cerkiewnego Michała / Milcakowskiego staraniem / cały gromady dali, zro- / bić- zaodpuszczeniem grzechów / swoich". Po drugiej cerkwi pozostała kamienna podmurówka i nadpalone belki, które wskazują w jaki sposób rozprawiono się z nią. Na fotografii z tamtego okresu widoczna jest mała kapliczka (obecnie nazywana grobem hrabini), która teraz rozpada się powoli dobijana przez porastającą ją roślinność. Zachowały się również dwie płyty nagrobne: Klary Stroińskiej i Franciszka Stroińskiego - właścicieli majątku w Siankach. Obok cerkwi znajduje się już prawie niewidoczny cmentarz. Co roku na wiosnę zakwitają tu żonkile posadzone niegdyś na czyimś grobie. Nikt o nie już nie dba, ale one rosną uparcie nie chcąc przyjąć do wiadomości, że nikt ich nie potrzebuje, podobnie jak innych kwiatków o szarozielonych liściach, które się tu bujnie rozpleniły. [źródło]



Drewniana cerkiew greckokatolicka pw. św. Stefana w Siankach zbudowana została w roku 1831 (konsekracja w 1834), przynależąc do parafii w pobliskiej Beniowej. Możliwe, że została przeniesiona tu z Zakarpacia, gdyż bryłą przypomina cerkwie z okolic Wołowca. Nie zbudowano jej - jak to najczęściej czyniono - w miejscu poprzedniej cerkwi, tylko ok. 400 m na północ, w widłach Sanu i jednego z jego dopływów. Z lokalizacją tą związana jest miejscowa legenda. Otóż cerkiew poprzednia, która stała na wzgórzu o nazwie Płosiń pewnego dnia bardzo mocno ucierpiała na skutek wichury. Wiatr był tak silny, że zerwał krzyż z jej zwieńczenia i rzucił go kilkaset metrów dalej. Uznano to za znak Boży i w tymże miejscu wzniesiono nową świątynię, natomiast starą świątynię (cerkiew typu bojkowskiego z roku 1703) sprzedano do wsi Sil na Zakarpaciu, co nie było tu wyjątkiem, gdyż jeszcze starszą cerkiew - z 1645 r. - przeniesiono do Kostryni w roku budowy następnej a więc w 1703. Przy cerkwi znajdowała się dzwonnica wyposażona w cztery dzwony. Na wieży cerkiewnej również znajdował się jeden dzwon.(...) 



Cerkiew pełniła swoją rolę w zasadzie do roku 1908, kiedy to w Siankach wzniesiono kolejną cerkiew greckokatolicką - tym razem na terenie obecnie należącym do Ukrainy. Po roku 1908 służyła jako kaplica cmentarna i popadała w ruinę. Wokół cerkwi z 1831 r. znajduje się cmentarz o powierzchni ok. 6,4 a. W latach 60.XIX w. tuż za cerkwią powstała niewielka murowana kaplica (nieco ponad 12m2 powierzchni). Pomiędzy nimi ułożono płyty nagrobne Klary i Franciszka Stroińskich - ówczesnych właścicieli majątku. Ich nagrobki wraz z przyległą kaplicą zdają się tworzyć całość i zostały potocznie nazwane grobem hrabiny. Za czasów PRL było to miejsce dla turystów niedostępne, wręcz legendarne, niejeden zapalczywy turysta stawiał sobie za punkt honoru dotarcie właśnie do owego grobu hrabiny. W roku 1990 cmentarz został uporządkowany przez wolontariuszy w ramach obozów konserwatorskich "Nadsanie" prowadzonych przez Stanisława Krycińskiego. Sklejono jeden z ocalałych wapiennych nagrobków, który rozpadł się na 9 części. Oczyszczono cmentarz z chaszczy a także dokonano napraw tablic z inskrypcjami na nagrobkach Stroińskich. S. Kryciński zastał wówczas odsunięte płyty nagrobne Stroińskich - zapewne poszukiwano w środku jakichś cennych przedmiotów. Jak wspomina w jednej z ostatnich publikacji: "- Trumien nie było widać, więc nie wiem czy zostały naruszone. Nie wiadomo kto to zrobił, ale do odsunięcia płyt użyto sprzętu mechanicznego, więc zapewne byli to ludzie związani z eksploatacją lasu." Udało się dostrzec ok. 30 mogił ziemnych. [źródło]

Na stronie [źródło] znalazłam wiersz, poświęcony temu miejscu. Jest w nim mowa o epitafium - otóż: Mąż, Franciszek darzył Klarę wielką miłością. Po śmierci żony, już nigdy powtórnie się nie ożenił, a na jej grobie napisał: Tej, która uczyniła mnie najszczęśliwszym z ludzi.[źródło]


Hrabinie Klarze Stroińskiej
Dziękuję
Droga Hrabino
Za zadumę
Nad Twoim grobem
Wśród wzgórz
Ubranych
W najcenniejsze
bo złotorude
Szaty
Za szept liści
Zgadujących
Kim jestem
I co robię
W głuszy
Zupełnie sama




Dziękuję Hrabino
Za bezdźwięczną rozmowę
Za otuchę
I wiarę
Zaczerpniętą 
Z epitafium
Za to wszystko
Zostawię Ci
Jedno
"Wieczny odpoczynek..."
W ten dzień
Jesienny
W Worku Bieszczadzkim...

Byłam w tym magicznym miejscu, zapaliłam na grobie Hrabiny znicze, zostawiłam "Wieczny odpoczynek...", zapomniałam tylko wyrzec imię...

Poszłam przy okazji zobaczyć jeszcze panoramę Sianek po ukraińskiej stronie i źródła Sanu (bo przecież więcej mogę nie mieć okazji dotrzeć w tak odludne miejsce). Widziałam przy okazji linię kolejową Użhorod - Lwów. Widoki z niej zachwalał Mieczysław Orłowicz w przewodniku pt. "Co zwiedzać w Galicyi" z 1914 r. w następujący sposób: "Zjazdy z granicznych stacyi na węgierską stronę są szczególnie piękne we Wschodnich Beskidach. Na pierwszym miejscu wymienić tu należy zjazd z Sianek przez Użok do węgierskiej stacyi Wołosiańce (Hajasd), wśród kolosalnych zakrętów, tunelów, olbrzymich wiaduktów żelaznych, najpiękniejsza paryja kolejowa północnych Karpat". [źródło]



Są takie miejsca na świecie, które same w sobie są magiczne. Mimo że nie zachodzą tam żadne niewyjaśnione zjawiska, miejsca te posiadają swój tajemniczy urok, przyciągają ludzi. Grób Hrabiny w Siankach jest jednym z nich. Udało mi się tam dotrzeć, choć trzeba było pokonać piechotą odległość 22 km, do tego dojechać kolejne 20 km w jedną stronę - przy okazji wielkie dzięki M. za towarzystwo, a K. i p. N. za podwózkę (a nie tak dawno chciałam tam dojść na własnych nogach). W realizacji planu dotarcia do tego miejsca nie przeszkodziły mi nawet ślady wilków i żmije). Wyprawa była całodniowa, trwała ok. 9 godzin (w tamtą stronę z podziwianiem widoków - 6 godz., z powrotem - 3 godz.). Na szlaku przez cały dzień pojawiło się (tylko!) kilkanaście osób. Przy okazji nadmieniam, w celu uspokojenia, że w powrotnej drodze zajrzałam na cmentarz jeszcze raz). I, tak na wszelki wypadek, wypowiedziałam wszystkie swoje życzenia-marzenia.

P.S. Dziś licznik pokazał 50000 wejść na mój blog - z tej okazji wszystkim Szanownym Czytelnikom serdecznie dziękuję. Ponieważ post w części dotyczy ścieżki przyrodniczo-historycznej "W Dolinie Górnego Sanu", do podziękowań dołączam rosnące przy drodze kwiatki.

Czy widziałeś dziś niebo?

Wróciłam właśnie z Bieszczadów. Taki tydzień, spędzony w górach, pozwala na to, aby trochę zwolnić tempo życia. Ma się czas na zastanowienie. Można nawet znaleźć chwilę, by popatrzeć na chmury. Na dowód zamieszczam kilka fotografii, zrobionych podczas pewnego oczekiwania na burzę.


Żeby nie było, że wpis zawiera tylko zdjęcia - dołączam opowiadanie, które napisał Bruno Ferrero. Zawsze przypominam je sobie, ilekroć mam okazję, aby spojrzeć w niebo.


Dlaczego biegniesz? 
Wyglądając przez okno wychodzące na rynek, mistrz spostrzegł jednego ze swoich uczniów. Był to Haikel, który szedł w pośpiechu bardzo czymś zaaferowany. Mistrz zawołał na niego i poprosił go do siebie. 
- Haikel, czy widziałeś dzisiaj rano niebo? 
- Nie, Mistrzu. 
- A drogę, Haikel? Czy widziałeś dzisiaj rano drogę? 
- Tak, Mistrzu. 
- A teraz, czy widzisz ją jeszcze? 
- Tak, Mistrzu, widzę. 
- A powiedz mi, co widzisz? 
- Ludzi, konie, powozy, wymachujących rękoma kupców, wieśniaków, którzy coś krzyczą, mężczyzn i kobiety, którzy chodzą tam i z powrotem. Oto wszystko, co widzę.




- Haikel, Haikel - napomniał go wielkodusznie Mistrz - za pięćdziesiąt lat, za dwa razy po pięćdziesiąt lat ta droga wciąż jeszcze będzie istniała i rynek podobny do tego też jeszcze będzie istniał. Inne pojazdy będą przewoziły innych kupców, aby kupowali i sprzedawali swoje konie. Ale mnie już nie będzie i ciebie też już nie będzie. Dlatego pytam się ciebie, Haikel, po co ty tak biegniesz, jeśli nie masz nawet czasu spojrzeć w niebo?


Haikel, czy ty widziałeś dzisiaj rano niebo?


Pocztówka z Bieszczadów

Lubię wysyłać pocztówki z pozdrowieniami z wakacji. Są doskonałym sposobem przekazania informacji, że u mnie wszystko w porządku, a poza tym mogą być pamiątką na całe życie i o jeden dzień dłużej.


Będąc w Bieszczadach, nie mogę się nadziwić pewnemu zjawisku. Otóż, oprócz pocztówek z napisem "Pozdrowienia z Bieszczadów", są także pocztówki z napisem "Pozdrowienia z Bieszczad". Zaintrygowana powyższym, poszukałam informacji na temat nazwy "Bieszczady" i jej prawidłowej odmiany. Oto, co na ten temat zawiera Wikipedia:
‘Bieszczad’ i ‘Beskid’ były od wieków określeniem gór oddzielających Polskę i Ruś od Węgier. Etymologia wyrazów ‘Bieszczad’ i ‘Beskid’ jest niejasna, czasem wywodzi się te słowa od trackiego ludu Bessów, których obecność na północ od Karpat odnotował Ptolemeusz.
Kazimierz Dobrowolski w 1938 objaśnił toponimię ‘Beskidu’ i ‘Bieszczadu’ na tle nazewnictwa bałkańskiego łącząc ją z albańską nazwą terenową bjeska, bjeske oznaczającą halę górską, łąkę lub pastwisko.
Za etymologią germańską Jan Michał Rozwadowski w 1914 wywiódł wyraz ‘Bieszczad’ z gwar środkowo-dolno-niemieckich od beshêt, beskēt od skaid-, skid.– geograficzny „przedział lub rozdział wód”.
W dokumentach węgierskich od 1269 oznaczały nazwę pasma górskiego – „Beschad alpes Poloniae” („ultra indagines regni Poloniae, ad alpes Beschad, ulterius tenet metas cum terra Polonie” (...). W formie ruskiej Beskid lub Beśkid. (...) O Bieszczadach Samuel Bogumił Linde pisze „część gór Karpackich, dawniej rozbójnictwem sławna, przytułek łotrów”, albo „Góry Bieszczadzkie... stykają się z Karpackimi i ciągną się ku Rusi Czerwoney”. (...)



Stanisław Kłos w przewodniku pt. "Bieszczady" zamieszcza następujące informacje:
Jak podaje Adam Fastnacht, znany badacz dziejów dawnej ziemi sanockiej, najstarszy zapis zawierający wiadomość o nazwie Beschad pochodzi z 1269 r. i zawarty jest w dokumencie węgierskim. Dotyczy on granicznego grzbietu karpackiego położonego w pobliżu miejscowości Jaśliska koło Dukli. Po­cząwszy od 1400 r. w dokumentach historycznych powszechnie używana jest nazwa Byezad, a w późniejszym okresie Bieszczad. Ciekawe jest, że w większości starych dokumentów nazwa ta dotyczyła lasów królewskich i gór położonych na grzbiecie granicznym, niekoniecznie w obrębie dzisiejszych Bieszczadów. Niejednokrotnie w odniesieniu do grzbietu granicznego używa­no jednocześnie nazwy Bieszczad oraz Beskid. Dopiero w póź­niejszym czasie, praktycznie dopiero na przełomie XIX i XX w., nazwę Bieszczad, a właściwie Bieszczady, zaczęto stosować w odniesieniu do określonej poprzednio części Karpat.
(...) Według ludowego podania nazwa gór ma się wywodzić od legendarnych duchów, złych Biesów i dobrych Czadów. Z połączenia tych dwu słów powstała nazwa Bieszcza­dy. Bies to w regionalnym znaczeniu zły duch, diabeł wyjąt­kowo złośliwy, szyderczy i zuchwały, czyniący ludziom wielkie szkody.


Wspomnianą wyżej legendę o Biesach i Czadach można przeczytać w książce Andrzeja Potockiego pt. "Księga legend i opowieści bieszczadzkich" lub na blogu Moje Bieszczady.


Paweł Luboński w przewodniku "Bieszczady" tak tłumaczy pochodzenie nazwy "Bieszczad":
Nieznanego pochodzenia słowo"bieszczad" (a także pokrewny mu ruski "beskid") oznaczało od wieków nie tyle konkretne góry, ile górskie pogranicze - niezamieszkany i niezagospodarowany pas terenu oddzielający Polskę i Ruś od położonego na południe państwa węgierskiego. "Na bieszczad" uciekali przed prawem przestępcy, zbóje "z bieszczadu" grabili podkarpackie wioski. W staropolskiej literaturze można znaleźć określenia "bieszczadź łez" (tzn. padół płaczu) czy "świat zbieszczadział" (zdziczał). Było to więc miejsce dzikie i nieprzyjazne człowiekowi. Miejscowa ludność Bieszczadem lub Beskidem nazywała jeszcze w ubiegłym stuleciu cały grzbiet graniczny...


Problemy z nazwami "Bieszczad" i "Bieszczady" najpełniej tłumaczy wspomniany wyżej Adam Fastnacht w artykule "Nieco o „Bieszczadach” i innych nazwach geograficznych" (szczerze polecam - bardzo interesujący i wyczerpujący materiał). Autor prześledził zapiski w dawnych aktach urzędów i sądów sanockich (obejmujących administracyjnie obszar dzisiejszych Bieszczadów). Poniżej przytaczam kilka przykładów użycia nazwy "Bieszczad" w "obcym" języku:
1512 - przywilej lokacyjny Komańczy - "usque ad Bieszczad",
1529 - Dział Graniczny - "kto ścieki Szmerek od montibus Byesczath wież" - ", który fluvius Solyna ścieki z montibus Byesczath"
1549 - przywilej lokacyjny Balnicy - "Monte Karpato alias Bieszczadem",
1549 - przywilej lokacyjny Zubeńska - "montis Carpati alias Byesczad".



Gdyby ktoś chciał poczytać coś w języku polskim, to proponuję zapiski "Regestru złoczyńców grodu sanockiego" (pisownia oryginalna, źródło j.w.):
1595 - "zabić chcieli na Bieszczadzie",
1595 - "chodzili na Bieszczad", "za Bieszczad do Węgier",
1596, - "których pojmali na Bieszczadzie",
1600 - "przystał a holkach za Bieszczadem",
1604 - "o rozbój, który się mu, na Bieszczadzie węgierskim, gdy jechał do Węgier, stał",
1605 - "poddani panów Humieńskich /z Homony/ z za Bieszczada",
1608 - "my nocowali na Bieszczadzie",
1614 - "szliśmy przez noc przez Bieszczad",
1638 - "tych wywiózł Andrasz z za Bieszczadu i sam na Bieszczadzie zginął".


Nazwa "Bieszczad" (liczba pojedyncza) była używana jeszcze w XIX wieku. W I połowie XX w. na oznaczenie całej części Karpat od przełęczy Łupkowskiej po źródła Świcy zaczęto używać już nazwy "Bieszczady" (liczba mnoga).


Zbliżam się do końca. Czy pocztówka z pozdrowieniami z Bieszczad czy z Bieszczadów (chodzi o dopełniacz liczby mnogiej)? Twierdzę, że w nazwach geograficznych zawarta jest historia danych ziem, której nie powinno się zmieniać z żadnej przyczyny (polecam artykuł "Wioski wymazane z map"). Przekonują mnie argumenty Adama Fastnachta, który swój artykuł podsumowywuje słowami: "Dopełniacz l.mn. w postaci Bieszczad miałby uzasadnienie, gdyby nazwa ta w l. poj. brzmiała Bieszczada, jak narada..." i dlatego ja...
... jutro wyjeżdżam w Bieszczady - więc pocztówka będzie z Bieszczadów (gdybym 100 lat temu wyjeżdżała w Bieszczad - wysłałabym pocztówkę z Bieszczadu).

P.S. Oczywiście przyjmuję, iż Szanowni Czytelnicy mogą mieć odmienne zdanie.
Tekst ilustrują fotografie Połoniny Wetlińskiej wykonane podczas mojej wędrówki po Bieszczadach w lipcu 2011 r.

Pan Samochodzik i ariańska piramida

Sądzę, że większość Szanownych Czytelników mojego bloga zna przygody Pana Samochodzika, jeżeli nie z książek, to z filmów namiętnie "puszczanych" przez TVP. Ponieważ zaczęły się wakacje, jest szansa na kolejną powtórkę takich ekranizacji jak: "Wyspa Złoczyńców", "Samochodzik i templariusze", czy też "Pan Samochodzik i niesamowity dwór". Nawiązując do klimatu przygód opisywanych przez Zbigniewa Nienackiego, zapraszam na letnią wędrówkę i odkrywanie tajemnic.


Na trasie Zamość - Chełm, 8 km za Krasnymstawem, w miejscowości Krupe znajdują się przepięknie zachowane ruiny renesansowego zamku z XVI/XVII w. Z jego murów można dostrzec oddaloną w prostej linii o 3,5 km Górę Ariańską i właśnie ona skrywa opisywane tu tajemnice.
GÓRA ARIAŃSKA. Jest to typowy pagór wapienny, leżący k. wsi Krynice, o wys. 287,2 m n.p.m., porośnięty młodym lasem sosnowym, na którego szczycie stoi tajemnicze „grobiszcze ariańskie" w kształcie ostrosłupa. Prawdopodobnie pochowano tu Pawła Orzechowskiego. [źródło]

Wspomniana wyżej budowla w kształcie ostrosłupa to najwyższa z polskich piramid. Trudno ją znaleźć, gdyż jest ukryta w leśnym gąszczu. Prowadzi do niej żółty "Szlak Ariański", ale oznaczenia na drzewach są słabo widoczne. Piramida ma około 400 lat. Do tej pory nie przeprowadzono tu poważniejszych badań naukowych, za to wraz z upływem czasu miejsce obrasta w legendy. Przytoczę kilka materiałów źródłowych:

W Tygodniku Ilustrowanym Nr 88 str. 109-110, tom IV z dnia 4 września 1869 r. znajduje się następujący opis [pisownia oryginalna, źródło]:
... w należącym albowiem do dóbr krupskich lesie, są jeszcze liczne mogiły i groby, zwykle przez lud mogiłami szwedzkimi zwane, niewątpliwie zaś dawniejszych, może nawet przedchrześcijańskich sięgające czasów.
Pomiędzy temi szczególnie wyróżnia się pomnik w stronie wschodnio – północnej tegoż lasu istniejący, gdzie śród kilkonastoletnich dębów, sosen i jodeł, na płaskim grzbiecie wzgórza około 200 stóp wysokiego, sterczy budowla pospolicie grobiskiem zwana, o której mieszkańcy okolicy twierdzą, iż była kościołem aryańskim lub luterskim, postawionym tylko na miejscu od niepamiętnych czasów tak mianowanem. Pierwsza kondygnacya tego pomnika zbudowana jest w kwadrat o bokach szerokich stóp 18, a wysokich stóp 36 (z gzymsowaniem). 
Materyałem budowlanym są cegły, biały opoczysty kamień i głaz czarny. Na tej podstawie osadzona jest czworoboczna piramida z cegły, nakryta spiczastym nagłówkiem z szarego piaskowca. Piramida ma wysokość stóp 72, cały więc pomnik dochodzi stóp 108, a zajmuje powierzchni stóp kwadratowych 324.
Ze strony południowej jest w murze wybite wejście do wnętrza, które ma gustowne sklepienie tak zwane rzymskie, wsparte na łukowatych arkadach. W ścianach dolnych są cyrklaste otwory, nieopatrywane, jak się zdaje nigdy w okna. Miejscowi utrzymują, że niegdyś z zamku krupskiego podziemny korytarz prowadził do tego grobiska, dziś mury stają już zapomniane i samotne. I postać tego pomnika, i rodzaj mularskiej w nim roboty, przekonywają że z 17, a najwcześniej z końca 16 wieku pochodzić może. Przez pewne podanie coby miał znaczyć zaginęło zupełnie. Przed dwudziestu kilku laty znaleziony tu był srebrny wielki medal znapisem, może ten potrafiłby był zagadkę rozwiązać, ale przerobiony został na łyżkę, a napisu nawet nie zanotowano.
Pomiędzy różnorodnemi tradycjami przywiązanymi do tego pomnika, jedną przytacza p. Władysław Ciesielski (...) Według niego lud miejscowy złożył w tym grobisku wielkiego grzesznika, potępionego za przekroczenie czwartego przykazania Boskiego, a takim spoczynek w ziemi poświęconej bywa wzbroniony.Przechowują więc tam podanie, jakoby przed wiekami mieszkał w zamku krupskim wyrodny syn, który ze sknerstwa wysyłał tajemnie matkę swoją na żebraninę i gdy ta pewnego dnia w ciężkiej zimie powróciła z niczem nie puścił jej do mieszkania i pozwolił aby na drodze zamarzła. Skoro wieść o tym niecnym postępku rozniosła się, a no także zakończył życie lud wykopał zmarłego z chrześcijańskiego cmentarza i zakopał w lesie w grobisku. Ale że tom złe nie dawało ludziom pokoju i do niejednego przyczyniło się śmierci, aby więc temu zapobiec, wystawiona została kaplica na grobisku.
Z tego wszystkiego to wydaje się nie ulegać wątpliwości, że budowla w krupskim lesie jest pomnikiem grobowym. (...) najprawdopodobniejszym jest domysł, iż pokrywała zwłoki jednego z rodziny Orzechowskich tutejszych dziedziców, gorliwego zwolennika sekty socynianów, który umarł za granicą, a którego ciało przywiezione do kraju, wedle jego życzenia miało być w zwykłem miejscu pochowane...

W Tygodniku Krajoznawczym Ilustrowanym „Ziemia” Nr 12 z dnia 23 Marca 1912 r. Adolf Dygasiński w swoim artykule pt: „Dwory, Zamki i Pałace. KRUPE” tak opisywał piramidę w Krynicy [pisownia oryginalna, źródło]:
... w ustroni leśnej stoi kaplica czworokątna z przedłużeniem, przypominającym obelisk i ze sklepionym wnętrzem. Czy to jest pomnik grobowy któregoś z dziedziców, czy może samotna pustelnia, przeznaczona na samotne rozmyślania? Trudno odpowiedzieć coś pewnego. Częstokroć nić tradycyi, łącząca stary budynek z żyjącem pokoleniem, tak nagle jakoś się przerywa, że potem odnaleźć jej wątku nie można. 
Współczesny opis piramidy zawarty na stronie Pismo Wolnego Miasta Szczekarzew:
Arianka to (...) obiekt w przeznaczeniu swym tajemniczy, murowany z kamienia uzupełnionego cegłą, częściowo otynkowany, z wewnętrzną kryptą. Całość na rzucie kwadratu w kształcie sześcianu nakrytego wysokim ostrosłupem. Od frontu na osi otwór wejściowy, zamknięty półkoliście, obecnie przymykany kratą, z pozostałych trzech stron, a także nad wejściem okrągłe otwory -„okienka”. W prawej ze ścian, w ostatnich latach ukazało się (dotąd znajdujące się poniżej poziomu gruntu) kolejne wejście, co w połączeniu z wewnętrznymi murowanymi szerokimi ławami które mogły stanowić ewentualne wsparcie podłogi, może sugerować, iż pierwotnie znajdowało się tam pomieszczenie piwniczne, być może z funkcją właściwej krypty. W splądrowanej krypcie jeszcze w latach 90 XX wieku znajdowały się szczątki ludzkie, łącznie z ludzką czaszką (przypuszczalnie właśnie Orzechowskiego), tu należy mieć na uwadze, iż obiekt ten został silnie uszkodzony w czasie II wojny światowej i w latach 1956-57 poddany restauracji.

A teraz czas na fakty i tajemnice związane z piramidą w Krynicy:
  • Piramida została zbudowana na rozkaz podkomorzego chełmskiego Pawła Orzechowskiego, właściciela zamku w Krupem, ale nie jest znana dokładna data jej powstania.
  • Paweł Orzechowski jako arianin nie mógł być pochowany na cmentarzu katolickim, zmarł jednak w trakcie podróży zagranicznej w 1612 roku i nie ma żadnego dokumentu potwierdzającego złożenie w piramidzie  jego prochów.
  • Janusz Palczewski, praprawnuk starosty Orzechowskiego, twierdzi, że piramida w Krynicy "...to jeden z nielicznych w Polsce grobów piramidalnych, oraz szerzej ujmując, obiektów architektonicznych w kształcie piramidy. I na dodatek chyba pierwszy, najstarszy. Kaplica grobowa, zwana Grobiskiem została wybudowana na polecenie Brata Polskiego Pawła Orzechowskiego, podkomorzego chełmskiego i po jego śmierci 21 marca 1612 r. został tam pochowany." [źródło]
  • Ludowe nazwy tego miejsca to: Arianka, Wieża Ariańska, Wzgórze Ariańskie, Grobisko, Piramida, Czop.
  • Czy Paweł Orzechowski, jako badacz Biblii, posiadł tajemną wiedzę na temat piramid? (dla zaciekawionych polecam stronę o Wielkiej Piramidzie i Biblii).  
  • Czy na pewno piramida została wybudowana jako grobowiec, a może był to kościół ariański jak twierdzą niektórzy? A może, co sugeruje autor bloga Szeroki trakt, piramida w Krynicy, podobnie jak Wielka Piramida Cheopsa, jest Biblią w kamieniu?
  • O czym może świadczyć wygląd piramidy, a konkretnie zakończenie wierzchołka - tzw: „kamień węgielny”? Czy jest to symbol Najwyższego, a może wręcz przeciwnie?
  • Czy prawdą jest, iż piramida posiada niezwykłe właściwości, polegające na akumulowaniu energii czerpanej z zewnątrz? "Czyżby nią była grawitacja? A może piramida jest samoładującym się akumulatorem energii, podobnej lub identycznej z tą, która pochodzi z ludzkiego organizmu? Czy o tej niezwykłej energii wiedzieli polscy Arianie?" [cytuję Waldemara Sulisza]
  • Kim jest tajemnicza postać z legendy „O szlachcicu w kontuszu błąkającym się w pobliżu Grobiska i Zamku w Krupem”?
  • Gdzie zostały ukryte skarby, o których Oskar Kolberg w dziele pt. „Obraz Etnograficzny – Chełmskie” Tom I., wyd. 1890 r. tak pisał: „W pobliżu Krępego mają być – wedle podania – skarby w kopcu piramidalnym czyli grobowcu, leżącym w znacznej części w gruzach; wszelako skarbów tych z obawy licha czyli złego, lud wcale nie szuka”? [pisownia oryginalna, źródło]
  • Co jest przyczyną odwiecznej złej sławy tego miejsca?
  • Czy prawdą jest, że miejsca tego strzegą ogromnych rozmiarów żmije?

Piramida w Krynicy do dziś skrywa swoje tajemnice. "Aż dziw o pomstę woła, że taki rarytas nie tra­fił do tej pory na warsz­tat żadnego autora lite­ra­tury grozy. Przy­naj­mniej nic mi o tym nie wia­domo. A zatem pisa­rze do piór, tury­ści na start!" [cytuję Mariusza Kargula
Nieee, proszę się nie obawiać, nie mam zamiaru pisać powieści na ten temat:) Ja tylko lubię podróżować i odwiedzać ciekawe miejsca:) Może ktoś z Szanownych Czytelników zechce poznać i opisać tajemnicę największej ariańskiej piramidy? Może właśnie tam odnajdzie najcenniejszy skarb? A może poczuje w jej pobliżu przypływ niezwykłej energii? Niezależnie od intencji, zapraszam serdecznie do Krynicy koło Krasnegostawu na wakacyjną wędrówkę szlakiem tajemnic:) 


Nadmieniam, iż fotografie, ilustrujące tekst, były wykonywane przeze mnie wiosną (2011 r.) i latem. Niestety, z powodu gęstego lasu, porastającego współcześnie wzgórze, nie udało mi się zrobić porządnego zdjęcia piramidy w całości. Poniżej zamieszczam dwie fotografie z czasów, gdy wzgórze było odkryte. Pierwsza z nich pochodzi ze strony fotopolska (można tam zobaczyć piramidę na zdjęciach z 1890 r. i 1900 r.). Druga fotografia była zrobiona w 1939 r.[źródło].


OGŁOSZENIE
Z powodu chęci dotarcia do równie ciekawych miejsc jak opisywana powyżej piramida w Krynicy, chętnie odziedziczę wehikuł. Nie musi być w zupełności taki jak pojazd Pana Samochodzika (dla ciekawych dokładny opis 1 lub opis 2). Może nie mieć sześciobiegowej skrzyni i może palić mniej niż 20 l/100 km. Chętnie zrezygnuję też z kilku patentów, ale niechże by był w ostateczności... czerwony:)))

Cudeńka z koronki klockowej

Dostałam kiedyś od A. przepięknego anioła z koronki klockowej. Koleżanka wiedziała, że coś takiego mi się bardzo spodoba. Opowiedziała mi o tym, gdzie takie anioły powstają, o swoim zauroczeniu tym rodzajem koronki, ba, pochwaliła się nawet, że kupiła sobie klocki i książkę "na temat". Może będzie kiedyś takie rzeczy tworzyć?


Przy okazji mojego tegorocznego pobytu w Krynicy Zdroju odwiedziłam polecany sklepik, prowadzony przez Wiolettę Namysłowską z rodu Sobiepanów Zamoyskich. Pani okazała się bardzo sympatyczna, z chęcią opowiadała o swoich pracach, udziale w międzynarodowych konkursach koronki klockowej (ma duże osiągnięcia w tej dziedzinie), pokazywała swój warsztat. Oczywiście nie obyło się bez zakupu - trudno było się oprzeć tym małym arcydziełom.



P.S. Zdjęcia są mizernej jakości, w zimie słońce mi nie zagląda do okien, bo zbyt nisko "chodzi", w lecie drzewa mi przesłaniają okna i też słońca przez nie nie widzę. Za to mogę obserwować przebarwiającą się jarzębinę, czuć zapach kwitnącej lipy - już lato.

P.S.' Jeszcze nie robię koronek klockowych, ale... kto wie?