... które wzmacnia uczucia mających się ku sobie. Trzeba tylko nie opodal źródeł Sanu odnaleźć grób hrabiny i tam zmówiwszy "wieczne odpoczywanie" wyrzec imię osoby, od której oczekujemy dozgonnej miłości. I niechaj nie dziwią Was te dwie kamienne płyty nagrobne zatopione w powodzi traw i krzewów. (...) Ci, którzy byli przed nami, także mieli chwile radości i smutku, kochali i byli kochani.[Andrzej Potocki "Księga legend i opowieści bieszczadzkich" - Legenda o Hrabinie Klarze; czas 3.45-7.14]
O Grobie Hrabiny słyszałam od lat piętnastu, od kilku lat wybierałam się tam, ale... jak to zwykle bywa różne sprawy stawały mi na drodze. W tym roku udało mi się tam dotrzeć. I bardzo dobrze - kolejne miejsce na moim "planie marzeń" zdobyte.
Po wojnie i wyznaczeniu granicy na Sanie miejsce, gdzie znajdował się grób Klary i Franciszka Stroińskich, stało się prawie niedostępne. Zwłaszcza, że cały tzw. Worek Bieszczadzki został zaanektowany przez ówczesne władze PRL-u na prywatny teren myśliwski. Dotarcie do Grobu Hrabiny dawało pasowanie na prawdziwego turystę. Kto tam dotarł zaliczany był "w poczet Wielkiego Bractwa, sympatyków wielkiej przygody i wielkiej wyrypy". [źródło]
Wyprawy te były ekscytujące i pełne emocji. Jeśli komuś udało się dotrzeć tu niezatrzymanym przez patrol ówczesnych WOP, to tradycją było odśpiewanie przy grobie jakiegoś hymnu bojowego, często śpiewano w kilka osób tak głośno, by rozdrażnić strażników granicznych po stronie ZSRR (obecnie ukraińskiej). [źródło]
Najczęściej śpiewano „Amaranty”. Gdy śpiewających było więcej, melodia docierała aż na Ukrainę (wówczas należącą do ZSRR). Rosyjscy pogranicznicy natychmiast powiadamiali polskich, żądali, aby „zrobić z tym porządek”, emocje rosły...[źródło]
Ćwierć wieku temu - chodziło się inaczej. Drogi przez Muczne bronił rządowy ośrodek. Szlakiem, jak należy, trzeba było wejść na Halicz. Stąd, najlepiej po ciemku, zbiegało się przez Potasznię do Beniowej, łamiąc po drodze wszelkie przepisy. I te parkowe, i te dotyczące strefy nadgranicznej. Po krzakach, broń Boże po drodze, wędrowało się do Grobu Hrabiny. Ten, kto umiał go znaleźć wśród zarośli i traw – był kimś. Emocji dodawało ryzyko spotkania z niedźwiedziem lub z pogranicznikiem. Pół biedy, jeśli z polskim. Ponoć radzieccy mieli we zwyczaju przeskakiwać niewielki przecież San i spacerować po naszej stronie. Taka wpadka – podobno – mogła się zakończyć nieplanowaną wycieczką do Lwowa… [źródło]
Obecnie do Grobu Hrabiny prowadzi ścieżka historyczno-przyrodnicza "W Dolinie Górnego Sanu", która jest opisana i zilustrowana pięknymi fotografiami na stronach: Twoje Bieszczady i Grupa Bieszczady (polecam). Można też tam znaleźć następujący opis wyprawy do Sianek i na Grób Hrabiny (pomyłka w imieniu):
... po II wojnie św. i potem, gdy Obniżeniem Górnego Sanu rządził pułkownik Doskoczyński dotarcie do grobu Hrabiny było nie lada wyczynem. Tak o tym pisze Witold St. Michałowski w "Hejże na Bieszczdy": "Pasowanie na rycerza turystyki dawała wtedy wyprawa do "Worka", na Sianki i na "grób hrabiny". Niedaleko od Przełęczy Użockiej, przytulona jednym bokiem do niewielkiego strumyczka, przedziwnym zrządzeniem losu ostała się nagrobna płyta Klementyny z Kalinowskich Stroińskiej. Dojść do niej trudno. Łany pokrzyw, nigdy nie przecinane sosnowe młodniki, wysokie trawy utrudniają wędrówkę.
Właścicielami Sianek byli Stroińscy. W latach trzydziestych była to podupadła szlachecka rodzina. Na zdjęciu widać, że dwór zubożał: z sufitu odrywa się tapeta, podłoga ze wszystkich desek jest już bardzo zużyta, w kącie dobrze widoczna bieda, która piszczy. Jedynym śladem świetności są meble, a szczególnie ten na pierwszym planie - fortepian firmy J. Fritz in Wien.
W "Słowniku historyczno-krajoznawczym cz. I Gmina Lutowiska" (przy okazji - gorące podziękowania dla p. R. za udostępnienie książki i fotografii oraz zachętę do odwiedzenia tego miejsca) znalazłam następujący opis:
Zabudowania dworskie leżały na lewym, zachodnim brzegu Sanu, 250 m na północ od ujścia potoku Niedźwiedź (drugi lewy dopływ Sanu). W 1852 r. składały się z dworu i sześciu budynków gospodarczych. Wszystkie były drewniane. Dwór na planie prostokąta o wymiarach 33,4 x 16,7 m miał ganek od strony wschodniej. Położony był nietypowo, gdyż jego południowa ściana zorientowana była na godz. 15.40. W kompleksie zabudowań znajdował się staw na wschodnim brzegu Sanu, oddzielony od niego groblą a zasilany wodą ze strumienia. Na początku XX w. zabudowa nie zmieniła się, przybyły jedynie dwa budynki gospodarcze i murowana kaplica dworska pw. św. Jana (vis a vis dworu). [...] We dworze od września 1939 do czerwca 1941 mieścił się posterunek Gestapo. Zabudowa dworska została zniszczona w roku 1946.
Dużo ciekawych starych fotografii znalazłam na Forum portalu turystyka-gorska.pl. Warto tam zajrzeć, gdyż trudno sobie wyobrazić, że przed wojną Sianki były znanym ośrodkiem narciarskim. Teraz okolice dworu wyglądają jak na zdjęciu obok.
W Siankach znajdował się także kościół i dwie drewniane cerkwie, obydwie pod wezwaniem św. Stefana. Starsza powstała na początku XIX w., podobno przeniesiono ją z Zakarpacia. Kolejną wzniesiono w 1908 r., a konserwowano rok później. Wiadomo, że w pierwszej cerkwi po lewej stronie ikonostanu znajdował się napis w języku polskim, wymalowanym prawdopodobnie w 1834 r. przez jej renowatora, malarza Jana Sedenkowicza, o treści: "Ta ze robota zmalowano / za dziedzica Stroińskiego / Francyka / zapsykładem wóy / ta prawego i prowizora / cerkiewnego Michała / Milcakowskiego staraniem / cały gromady dali, zro- / bić- zaodpuszczeniem grzechów / swoich". Po drugiej cerkwi pozostała kamienna podmurówka i nadpalone belki, które wskazują w jaki sposób rozprawiono się z nią. Na fotografii z tamtego okresu widoczna jest mała kapliczka (obecnie nazywana grobem hrabini), która teraz rozpada się powoli dobijana przez porastającą ją roślinność. Zachowały się również dwie płyty nagrobne: Klary Stroińskiej i Franciszka Stroińskiego - właścicieli majątku w Siankach. Obok cerkwi znajduje się już prawie niewidoczny cmentarz. Co roku na wiosnę zakwitają tu żonkile posadzone niegdyś na czyimś grobie. Nikt o nie już nie dba, ale one rosną uparcie nie chcąc przyjąć do wiadomości, że nikt ich nie potrzebuje, podobnie jak innych kwiatków o szarozielonych liściach, które się tu bujnie rozpleniły. [źródło]
Drewniana cerkiew greckokatolicka pw. św. Stefana w Siankach zbudowana została w roku 1831 (konsekracja w 1834), przynależąc do parafii w pobliskiej Beniowej. Możliwe, że została przeniesiona tu z Zakarpacia, gdyż bryłą przypomina cerkwie z okolic Wołowca. Nie zbudowano jej - jak to najczęściej czyniono - w miejscu poprzedniej cerkwi, tylko ok. 400 m na północ, w widłach Sanu i jednego z jego dopływów. Z lokalizacją tą związana jest miejscowa legenda. Otóż cerkiew poprzednia, która stała na wzgórzu o nazwie Płosiń pewnego dnia bardzo mocno ucierpiała na skutek wichury. Wiatr był tak silny, że zerwał krzyż z jej zwieńczenia i rzucił go kilkaset metrów dalej. Uznano to za znak Boży i w tymże miejscu wzniesiono nową świątynię, natomiast starą świątynię (cerkiew typu bojkowskiego z roku 1703) sprzedano do wsi Sil na Zakarpaciu, co nie było tu wyjątkiem, gdyż jeszcze starszą cerkiew - z 1645 r. - przeniesiono do Kostryni w roku budowy następnej a więc w 1703. Przy cerkwi znajdowała się dzwonnica wyposażona w cztery dzwony. Na wieży cerkiewnej również znajdował się jeden dzwon.(...)
Cerkiew pełniła swoją rolę w zasadzie do roku 1908, kiedy to w Siankach wzniesiono kolejną cerkiew greckokatolicką - tym razem na terenie obecnie należącym do Ukrainy. Po roku 1908 służyła jako kaplica cmentarna i popadała w ruinę. Wokół cerkwi z 1831 r. znajduje się cmentarz o powierzchni ok. 6,4 a. W latach 60.XIX w. tuż za cerkwią powstała niewielka murowana kaplica (nieco ponad 12m2 powierzchni). Pomiędzy nimi ułożono płyty nagrobne Klary i Franciszka Stroińskich - ówczesnych właścicieli majątku. Ich nagrobki wraz z przyległą kaplicą zdają się tworzyć całość i zostały potocznie nazwane grobem hrabiny. Za czasów PRL było to miejsce dla turystów niedostępne, wręcz legendarne, niejeden zapalczywy turysta stawiał sobie za punkt honoru dotarcie właśnie do owego grobu hrabiny. W roku 1990 cmentarz został uporządkowany przez wolontariuszy w ramach obozów konserwatorskich "Nadsanie" prowadzonych przez Stanisława Krycińskiego. Sklejono jeden z ocalałych wapiennych nagrobków, który rozpadł się na 9 części. Oczyszczono cmentarz z chaszczy a także dokonano napraw tablic z inskrypcjami na nagrobkach Stroińskich. S. Kryciński zastał wówczas odsunięte płyty nagrobne Stroińskich - zapewne poszukiwano w środku jakichś cennych przedmiotów. Jak wspomina w jednej z ostatnich publikacji: "- Trumien nie było widać, więc nie wiem czy zostały naruszone. Nie wiadomo kto to zrobił, ale do odsunięcia płyt użyto sprzętu mechanicznego, więc zapewne byli to ludzie związani z eksploatacją lasu." Udało się dostrzec ok. 30 mogił ziemnych. [źródło]
Na stronie [źródło] znalazłam wiersz, poświęcony temu miejscu. Jest w nim mowa o epitafium - otóż: Mąż, Franciszek darzył Klarę wielką miłością. Po śmierci żony, już nigdy powtórnie się nie ożenił, a na jej grobie napisał: Tej, która uczyniła mnie najszczęśliwszym z ludzi.[źródło]
Hrabinie Klarze Stroińskiej
Dziękuję
Droga Hrabino
Za zadumę
Nad Twoim grobem
Wśród wzgórz
Ubranych
W najcenniejsze
bo złotorude
Szaty
Za szept liści
Zgadujących
Kim jestem
I co robię
W głuszy
Zupełnie sama
Za bezdźwięczną rozmowę
Za otuchę
I wiarę
Zaczerpniętą
Z epitafium
Za to wszystko
Zostawię Ci
Jedno
"Wieczny odpoczynek..."
W ten dzień
Jesienny
W Worku Bieszczadzkim...
Byłam w tym magicznym miejscu, zapaliłam na grobie Hrabiny znicze, zostawiłam "Wieczny odpoczynek...", zapomniałam tylko wyrzec imię...
Poszłam przy okazji zobaczyć jeszcze panoramę Sianek po ukraińskiej stronie i źródła Sanu (bo przecież więcej mogę nie mieć okazji dotrzeć w tak odludne miejsce). Widziałam przy okazji linię kolejową Użhorod - Lwów. Widoki z niej zachwalał Mieczysław Orłowicz w przewodniku pt. "Co zwiedzać w Galicyi" z 1914 r. w następujący sposób: "Zjazdy z granicznych stacyi na węgierską stronę są szczególnie piękne we Wschodnich Beskidach. Na pierwszym miejscu wymienić tu należy zjazd z Sianek przez Użok do węgierskiej stacyi Wołosiańce (Hajasd), wśród kolosalnych zakrętów, tunelów, olbrzymich wiaduktów żelaznych, najpiękniejsza paryja kolejowa północnych Karpat". [źródło]
P.S. Dziś licznik pokazał 50000 wejść na mój blog - z tej okazji wszystkim Szanownym Czytelnikom serdecznie dziękuję. Ponieważ post w części dotyczy ścieżki przyrodniczo-historycznej "W Dolinie Górnego Sanu", do podziękowań dołączam rosnące przy drodze kwiatki.








