Z wizytą w Czarnolesie

Zawsze chciałam tam pojechać. Niby blisko, a jednak daleko...


Wiosna jest tak piękna, że żal siedzieć w domu. I w końcu wizyta w Czarnolesie dochodzi do skutku.



Romantyczna aleja, na której końcu stoi dwór. Nie ten, Jana Kochanowskiego, ale jednak dwór z muzeum mu poświęconym.




I on, zaklęty w bryle posągu, witający różą.


Zieleń parkowych alejek pięknie się komponuje


z bielą dworskich budynków.


Niestety, nie ma już słynnej lipy, pod którą siadywał poeta.



I tylko ta łódka, która czeka na kogoś...

Kazimierz jak co roku

Ciepły, wiosenny dzień. Słońce zachęca do podróży. Z obraniem kierunku nie ma problemu - jak co roku czeka na nas Kazimierz Dolny. 



Po drodze wstępujemy do Bochotnicy. Okienko zamku wabi nas tajemnicą.


Wielowiekowe mury kryją niejedną dramatyczną historię.


Można by tu było dłużej posiedzieć, ale w oddali słychać grzmoty. Schodzimy szybciutko, zanim błotnista ścieżka zamieni się w lawinę błota.


W Kazimierzu leje, ale - jak to w Kazimierzu - można znaleźć całkiem suche miejsce w przytulnej knajpce albo herbaciarni "U Dziwisza".



Pięknie się prezentują krople deszczu na tulipanach, zmoknięte róże też nie są pozbawione uroku.


Tylko po suszącym się praniu pozostały kolorowe spinacze.


Nie udał się nam ten wyjazd pod względem pogodowym. Ale nic to - można przyjechać przecież tu za rok.

Zachód słońca

Powoli zrozumiałem, Mały Książę, twoje smutne życie. Od dawna jedyną rozrywką był dla ciebie urok zachodów słońca. Ten nowy szczegół twego życia poznałem czwartego dnia rano, gdyś mi powiedział:
- Bardzo lubię zachody słońca. Chodźmy zobaczyć zachód słońca.


- Ale trzeba poczekać.
Mały Książę
- Poczekać na co?
- Poczekać, aż słońce zacznie zachodzić. 
Początkowo zrobiłeś zdziwioną minę, a później roześmiałeś się i rzekłeś: 
- Ciągle mi się wydaje, że jestem u siebie. 


Rzeczywiście, wszyscy wiedzą, że kiedy w Stanach Zjednoczonych jest godzina dwunasta, we Francji słońce zachodzi. Gdyby można się było w ciągu minuty przenieść ze Stanów do Francji, oglądałoby się zachód słońca. Niestety, Francja jest daleko. Ale na twojej planecie mogłeś przesunąć krzesełko o parę kroków i oglądać zachód słońca tyle razy, ile chciałeś...
- Pewnego dnia oglądałem zachód słońca czterdzieści trzy razy - powiedział Mały Książę, a w chwilę później dodał:
- Wiesz, gdy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca.
- Więc wówczas gdy oglądałeś je czterdzieści trzy razy, byłeś aż tak bardzo smutny? - zapytałem. 


Ale Mały Książę nie odpowiedział.
[Antoine de Saint-Exupéry Mały Książę]

Szkatułka - model "Morfeusz"

R. wykonał ostatnio piękne szkatułki w kształcie jajka.


Niektóre z nich ozdobiłam w motywy roślinne, miedzy innymi w śliczne polne kwiatki.


Szkatułki, oprócz walorów artystycznych, zawierają w sobie odrobinę "magii" - po prostu stoją na czubku (nawet na tym węższym).


Przedmiot typowo dekoracyjny, dzięki specjalnej "sztuczce", stał się zabawką edukacyjną, grą zręcznościową. Kto zgadnie, dlaczego zwykłe-niezwykłe drewniane jajko może stać bez żadnego podparcia?


Model "Morfeusz" miał dotrzeć przed świętami do osoby, której bardzo się spodobał. Został odpowiednio zapakowany i wysłany Pocztą Polską. Niestety, chyba spodobał się również komuś po drodze...

A dlaczego Morfeusz (taką nazwę wybrał R.)?

Mak kojarzono ze snem i śmiercią, nocą, zapomnieniem,odurzeniem, ciszą. Makówki stanowiły atrybut bogów snu i marzeń sennych: Morfeusza, Hypnosa, Ikelosa i Fantasosa. Maki rosły w krainie śmierci Hadesie, na brzegach rzeki zapomnienia Lete. Dusza zmarłego,napiwszy się wody z tej rzeki, traciła pamięć o swoim ziemskim życiu. [źródło]

W mitologii greckiej był atrybutem Demeter oraz jej córki Kory, znanej bardziej pod swoim późniejszym mianem Persefony. Dyskusyjne jest wykorzystywanie maku i jego rola w misteriach eleuzyjskich, związanych z kultem dwóch ostatnich bogiń. Ponadto to był mak atrybutem takich greckich bogów jak Hypnos, Morfeusz, Tanatos oraz bogini nocy, Nyks. [źródło]

Wielkanocne pisanki

Na początku jest pomysł. I piękne akacjowe drewno.


Następnie trzeba wykonać ciężką, ale jakże wdzięczną pracę. Półki nie są klejone, ani przykręcane - nie godzi się to Stolarzowi Artyście.


Układ słojów jest tak niesamowity, że szkoda zasłaniać je zbytnio ozdobami. Dodatkowo brzeg z korą dodaje uroku.


Pierwsze przymiarki miniaturowych ozdób.


Efekt końcowy mnie zadowala, choć w myślach zadaję pytanie: "A może - po prostu - niczym nie zdobić na przyszłość?".