Pudełka tekturowe jako przykład recyklingu

Tak mi się ostatnio spodobało ozdabianie pudełka w kształcie serca, że zrobiłam podobną metodą dwa pudełka tekturowe po butach. Po pomalowaniu z użyciem jednoskładnikowego krakla i naklejeniu motywów różyczek, pudełka zyskały na urodzie. 



Poniżej pokazuję kolejne pudełka: jedno z niebieskimi hortensjami (prezent dla B.) i drugie z moimi ulubionymi tulipanami.



I pomyśleć, że gdyby nie trochę farby i serwetki, to powyższe pudełka dawno by się znalazły na śmietniku, a tak mogą służyć do przechowywania wszelkich "przydasiek". Dodatkowo - całkiem nieźle wyglądają.

Puszki metalowe jako przykład recyklingu

Puszka po herbacie została pomalowana i ozdobiona bluszczem - zrobiłam ją na zamówienie dla K. (podobnie jak puszki po kukurydzy z przeznaczeniem "na gwoździe").



Ulubiony motyw róż

Wśród moich prac często przewija się motyw róż, gdyż ja i moi bliscy bardzo je lubimy. Mam wiele serwetek i papierów z tym motywem, w tym jeden szczególnie mi się podoba. Jest to papier ryżowy (lub klasyczny) Decomanii z bordową różą. Kwiaty są tak urocze, że każdy przedmiot tym papierem ozdobiony nabiera szlachetnego wyglądu.



Motyw sprawdza się zarówno na szkatułkach, jak i na gzymsach.

Butelki na nalewki z motywem owoców

Doszłam ostatnio do wniosku, że malowanie "po całości" butelek na nalewki nie jest najlepszym pomysłem, zasłania się bowiem widok na to, co jest w środku. A przecież nalewki oznaczają się przepięknymi kolorami, które same w sobie są ozdobą.




Wykorzystując dużą ilość "zdobycznych" butelek po krupniku i serwetki z pięknymi motywami owoców, zrobiłam komplet (a właściwie trzy) butelek na: agrestówkę, nalewkę truskawkową, wiśniówkę i nalewkę malinową.


Butelki powędrowały do A., a ja teraz czekam na zwrot choć jednej - pełnej.

Plastry brzozowe

Ponad rok temu, podczas rozmowy z S., "chlapnęłam" coś na temat chęci posiadania plastrów brzozowych, które mogłabym zdobić albo wykorzystywać w kompozycjach florystycznych. No, i... pewnego dnia stałam się posiadaczką ponad 20 sztuk, porządnie przyciętych, z jednej strony oszlifowanych. Po prostu były piękne, pachnące i wilgotne. Suszyłam je dość długo w domowych warunkach (po uzyskaniu fachowej porady od R. - eksperta w dziedzinie drzew i drewna), następnie wyniosłam do piwnicy suszyć dalej i... gdzieś mi się zapodziały. Ale T. odgrzebał je w sobie znanym miejscu i mogę je w końcu zacząć wykorzystywać.