Translate

wtorek, 31 maja 2016

Szklane prezenty

Od czasu do czasu, pomiędzy jednym wyjazdem a drugim, ozdabiam przedmioty metodą decoupage'u, dając im drugie życie. Przykładem jest poniższy kufel, z którego kiedyś można było napić się piwa. Ozdobiony papierem ryżowym z motywem kwiatów i owoców jeżyn, ma służyć K. do podawania w nim słonych paluszków. Podobną pracę można zobaczyć w poście pt. Kufel... wcale nie na piwo.


Słoik po kawie, ozdobiony papierem ryżowym z motywem konwalii, zamówiła u mnie kiedyś Maria po to, aby przechowywać w nim "przydasie". Ja przechowuję w podobnych słoikach produkty spożywcze. Można o tym przeczytać w poście pt. Słoiki na przyprawy.


Duży kielich (na jednym ze zdjęć dla porównania ze szklanką), ozdobiony papierem ryżowym i serwetką z motywem bordowych róż, został podarowany p. Z. z przeznaczeniem na... No właśnie, na nie wiadomo co. Może do podawania w nim cukierków lub drobnych ciasteczek? Albo jako lampion? A może jako flakon?
Kiedyś już podarowałam podobny kielich z magnoliami, ale z tego, co wiem, służy on tylko ozdobie.



Z opisem pracy, jaką trzeba włożyć, aby wykonać powyższy kielich, można się zapoznać na blogu ♭ aRT at home.

sobota, 28 maja 2016

Herbatyzm jest kultem piękna

..., które daje się odnaleźć w codziennej, szarej egzystencji. Wdraża nam poczucie czystości i harmonii, tajemnicę wzajemnej życzliwości i romantyzmu ładu społecznego. W istocie swej jest uwielbieniem Niedoskonałości, nieśmiałą próbą osiągnięcia czegoś znośnego w naszym nieznośnym życiu. [Okakura Kakuzō, Księga herbaty, przekład Maria Kwiecieńska-Decker, źródło]

W nawiązaniu do poprzedniego postu, w którym pisałam o prezentach przywiezionych z podróży, pochwalę się kolejnym upominkiem, który dostałam od Grażyny podczas wspólnego zwiedzania Kazimierza Dolnego (oczywiście z zahaczeniem o Herbaciarnię U Dziwisza). Upominkiem była herbata zwijana w kształt pąka kwiatu róży.


Ogrom radości sprawia obserwowanie powolnego rozwijania się pąka pod wpływem wody (koniecznie trzeba zaparzyć w przezroczystym czajniku).


Od M. dostałam herbaty owocowe z Herbapolu (szczególnie polecam "Dziką różę" tej firmy).


Czasami bliscy robią miłą niespodziankę, zapraszając mnie do ulubionej herbaciarni (poniższe zdjęcia były robione w Warszawie, gdzie w Maleńkiej wraz z U. piłyśmy rok temu cynamonowo-owocowe pyszności).


Cynamon dominował także w herbacie Adwentowej, którą wraz z ciastem dostałam od T. (całkiem spory był ten kawałek, ale kto by się przejmował jakimiś kaloriami, kiedy ciasto takie pyszne).



Czasami sama sobie robię prezenty z podróży, czego przykładem są herbaty przywiezione z Kazimierza Dolnego. Niestety, zapasy mi się właśnie skończyły.


Na koniec cytat - w  podzięce za wszystkie herbaciane upominki.

Robił zieloną herbatę, która smakowała ciepłym sianem i światłem słońca, czarną herbatę, która smakowała dymem i cukrem, czerwoną herbatę, która smakowała cynamonem i krwią, żółtą herbatę, która smakowała kadzidłem i korzeniem mleczu. Robił delikatną białą herbatę, która smakowała jaśminem i śniegiem. Robił zimową herbatę z ostatnich uschłych liści i gałązek, i ta smakowała chlebem i żalem. Robił herbaty z kwiatów wiśni i płatków chryzantem, z róży i lotosu, ze skórek pomarańczy i z magnolii. Niektóre smakowały lekko i słodko, jak chmury płynące od słońca; inne smakowały korzennie i mrocznie, jak grube pierniki. Jego najsłynniejsza herbata, na którą jeszcze nikogo nie było stać, została zmieszana z liści białej herbaty, fiołków i jednego czerwonego liścia. Była to herbata, która miała smak jego snów. [Catherynne M. Valente - Opowieści sieroty, tom 2., źródło]

środa, 25 maja 2016

Prezenty przywiezione z podróży

Z ostatniej podróży, o której pisałam w poście Juta, Grodzisk, Chełmoński i coś jeszcze, przywiozłam, podarowaną przez Jutę, herbatę "Wiśnie w rumie". Jeszcze jej nie próbowałam, czekam na specjalną okazję. Poza tym w Wilii "Radogoszcz" otrzymałam w prezencie materiały promocyjne miasta (publikacje książkowe, koszulkę, płytę CD, pocztówki).



Wydawnictwa promocyjne z Popradzkiego Parku Krajobrazowego zostały przywiezione mi  przez B. i K. z przykazem, abym przeczytała i pojechała tam wszystko sprawdzić na własne oczy. Jakby tego było mało, dodatkową zachętą do podróży w Beskidy jest pierniczek, kupiony na lokalnym jarmarku.


Do pierniczka dostałam od U. herbaty: "Mandarynka z imbirem" - na jesienne chłody i "Wspomnienia z Toskanii" - na upalne lato.


Z Mazur otrzymałam od G. i J. malutki magnes z kwiatami lawendy. Chciałabym tam pojechać i zobaczyć te lawendowe pola aż po horyzont. Jak na razie mogę się cieszyć tulipanami i oliwkami na serwetkach od T. oraz szafirkami i makami na serwetkach od B. (te ostatnie zaczynają już na Polesiu powoli kwitnąć).


Na koniec zagadka - do czego służy przedstawiony poniżej przedmiot? Dla ułatwienia dodam, że jest to rzecz wyjątkowo użyteczna. No i oczywiście jest to prezent, własnoręcznie wykonany przez P. (Grażynę proszę o niewyjawianie tajemnicy). 

Serdecznie dziękuję za prezenty. Wszystkie sprawiły mi ogromną radość. Nic, tylko wybierać się w kolejną podróż. Brakuje mi jedynie biletu w jedną stronę:)

P.S. Tajemniczy przedmiot, zaprojektowany i wykonany przez P., to podstawka pod tablet. Brawo, Agniecha:) Ale, jak widać w komentarzach, można wymyślić jeszcze inne, równie ciekawe, zastosowania.

niedziela, 15 maja 2016

Serwetek nigdy dość

Niemalże z każdej podróży przywożę serwetki. Czasami kupuję całe paczki (w Zakopanem jest malutki sklepik, z którego nie zdarzyło mi się wyjść bez kilku paczek). Czasami dostaję od znajomych, którzy przez czas od mojej ostatniej wizyty odkładają dla mnie po kilka sztuk.

serwetki od A.

Będąc u Juty w Grodzisku Mazowieckim, poprosiłam, aby dała mi na pamiątkę dwie piękne serwetki z rowerami. Nie mogłam się oprzeć również serwetce z motywem ludowym. 

serwetki od Juty i z Galerii Etnograficznej Radogoszcz

W dworku Mateusza Chełmońskiego w Adamowiźnie zobaczyłam tę z różami. Zachwyciłam się nią na tyle, aby, pokonując swoje onieśmielenie, poprosić gospodynię o jedną. Pani dodała mi jeszcze cztery inne wzory. 
Serwetka z bratkami w prawym dolnym rogu jest pozyskana w inny sposób - kupiłam w prezencie paczkę p. Z. i poprosiłam od razu o dwie z powrotem.

serwetki z dworku w Adamowiźnie i od p. Z.

Moi Bliscy przynoszą mi z przyjęć u znajomych serwetki ze słowami: "pozyskałam ze stołu, ale nie jest używana, może coś z niej zrobisz".

serwetki od B.

Ostatnio dostałam od T. serwetki z motywami muzycznymi.

serwetki od T.

Niektóre z serwetek, pogrupowane tematycznie, można zobaczyć w poście pt. "Serwetkowy zawrót głowy" na blogu ♭ aRT at home (są wśród nich serwetki z motywami ludowymi od E., których oddzielnej fotografii nie mogę znaleźć).

Za wzbogacanie serwetkowych zbiorów wszystkim ofiarodawcom pięknie dziękuję.

wtorek, 10 maja 2016

Juta, Grodzisk, Chełmoński i coś jeszcze:)

Jutę, prowadzącą blog Kącik sznurka i szydełka, poznałam dzięki Grażynie z bloga I tu i tam....Y aqui y alla. Obu dziewczynom, a także P., pełniącemu rolę przemiłego kierowcy, dziękuję pięknie za możliwość zobaczenia miejsca, w którym nigdy przedtem nie byłam. Grażyna i P. zorganizowali wycieczkę, a Juta wspaniale wcieliła się w rolę przewodnika w trakcie zwiedzania Grodziska. W życiu nie widziałam osoby tak dumnej z rodzinnego miasta i tak znającej jego historię i atrakcje turystyczne. 
Po oprowadzeniu po domu (i pozwoleniu zajrzenia we wszystkie kąty, ze szczególnym uwzględnieniem sznurkowych wyrobów, "otulających" wnętrza), Juta poczęstowała nas herbatą (a jakże:) i przepyszną zupą z dyni. A następnie zaproponowała spacer po mieście, w trakcie którego opowiedziała nam o:
- ciekawych obiektach zabytkowych, (m. in. o dworcu kolejowym i willi Foksal - dawnym domu dla podróżnych w kształcie przypominającym lokomotywę),



- Parku im. hr. Skarbków ze wspaniałymi pomnikami przyrody.


Kolejnym punktem wizyty w Grodzisku była Willa "Radogoszcz" Galeria Etnograficzna.



Największe wrażenie wywarła na mnie wystawa fotografii osób związanych z miastem (przede wszystkim zauważyłam Leonida Teligę). 


Zwróciłam także uwagę na niektóre eksponaty i przepiękną bibliotekę.


Po wspaniałym nas przyjęciu w galerii przez Łukasza Nowackiego, wróciliśmy spacerkiem ulicami Grodziska, podziwiając Grodziską Galerię Uliczną obrazów Józefa Chełmońskiego.




Najbardziej atrakcyjną częścią wycieczki było dla mnie zwiedzenie dworu "Nad Stawami" w Adamowiźnie, należącego do Mateusza Chełmońskiego, bratanka Józefa, uwiecznionego przez słynnego malarza na obrazie "Pastuszek").

 

Na rewersie obrazu „Pastuszek”, znanego z nastrojowych pejzaży malarza, odnaleziono odręcznie napisany tekst na temat bohatera obrazu, dedykowany potomkom (...) Oto on: „Obraz malowany przez Józefa Chełmońskiego - pozował Dr. Mateusz Chełmoński, Twój Pradziadunio pełen szarmu, wielkopańskiego gestu, dobroci serca, o duszy artysty, wszechstronnie uzdolniony - leczył - umiał szyć buty, zrobić śliczną ławeczkę - był młynarzem - pisał poezje i prześmiesznie rysował ilustracje do cudownie opowiadanych bajek - grał na fortepianie i gitarze - śpiewał - był piękny”. [źródło]


Przemiła pani domu oprowadziła nas po prawie stuletnim dworku, opowiadając o Dziaduniu Mateuszu i pokazując pamiątki rodzinne. Na koniec włączyła nam piosenkę "Polesia czar", pozwalając jeszcze bardziej poczuć klimat tamtych lat. (Ciekawe, że można mieszkać w takim miejscu, godząc funkcjonalność domu z jego historią).


Po bardzo serdecznym pożegnaniu z mieszkańcami dworku, powędrowaliśmy na drugi brzeg stawu, z którego roztaczał się bardzo malowniczy widok.



W niedalekiej odległości znajduje się dwór Adama Chełmońskiego "Na Górce", który obejrzeliśmy z zewnątrz.




Byłam tak zaaferowana tym wszystkim, co widziałam, że często zapominałam o fotografowaniu. Gdyby ktoś z Szanownych Czytelników chciał zobaczyć piękne fotografie, zrobione przez Grażynę, polecam:

Serdecznie dziękuję Tobie, Juto, za zaproszenie i pokazanie uroczego miejsca na Ziemi, a Wam, Grażyno i P., za zorganizowanie wycieczki i towarzyszenie mi w poznawaniu Mazowsza. Wyrazy wdzięczności składam też tą drogą Łukaszowi Nowackiemu i rodzinie Mateusza Chełmońskiego za podzielenie się ze mną swoją historią i pasją w jej utrwalaniu.

P.S. COŚ JESZCZE
Przepraszam, że ten wpis jest trochę nieskładny, ale szykuję się na świętowanie - blog ♭ aRT at home obchodzi dziś 1000 wyświetleń. Zapowiada się piękny wieczór:) Ażeby nie było tak do końca różowo, to... ja nie mam co na siebie włożyć:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...