Ozdoby z masy solnej

Pokazywane w poprzednim wpisie ozdoby z masy solnej były tyko częścią tego, co zrobiłam przed świętami. Poniżej prezentuję prace, na których ćwiczyłam naklejanie serwetek na nowej dla mnie powierzchni.  







Poniżej całość ozdób - jak zwykle okazało się, że nie wszystkie motywy dobrze wyglądają, są albo za duże, albo za małe. Najbardziej mi się podobają gwiazdki z delikatnym rysunkiem owoców róży - jest to część serwetki, która została po wycięciu z niej gwiazdy betlejemskiej (pewnie bym to potraktowała jako odpad, a tak - przydała się).

Łoś w kraciastych majtasach:)

Ponieważ nie mogę patrzeć na swoje bombki styropianowe, więc zamieszczam szybciutko kolejny post - tym razem ozdoby z masy solnej. Dostałam je  w postaci "surowej" od J., łącznie z serwetkami. Oto, co z tego wyszło.




Miałam trzy rodzaje serwetek - każda z nich prześliczna. Poniżej prezentuję ozdoby w zależności od użytego wzoru. Ciekawie się pracowało z sześcioramiennymi gwiazdkami, na których trzeba było nakleić gwiazdkę pięcioramienną.




Najbardziej podoba mi się łoś (a może renifer)  na ostatniej fotografii - to kraciaste serducho tworzy tak jakby majtasy (stąd tytuł posta). I od razu robi się weselej.

Bombki z gwiazdą betlejemską

Żeby zakończyć temat bombek, pokażę te, które zrobiłam w ramach prezentów świątecznych. Po przeczytaniu kilku informacji na temat trudności jakie stwarza styropian i tego, że się najpierw powinno podłoże wyszlifować, na kuli położyłam grubą warstwę szpachlówki, pomalowałam farbą akrylową, nakleiłam serwetkę i polakierowałam.

bombka z gwiazdą betlejemską dla T.


Efekt nie spodobał mi się wcale. Stwierdziłam, że chyba jednak zostanę przy swoich bombkach tradycyjnych. Jedyną ozdobą styropianową, którą dołączam do swojej kolekcji, jest otrzymana w prezencie od koleżAnki bombka marynistyczna.

bombka marynistyczna od A.


bombka i lampion o tematyce marynistycznej od A.

Do bombki dołączony był lampion, zrobiony w tym samym stylu. Według mnie - zdecydowanie udany komplecik (niestety zdjęcia nie oddają koloru piasku, morza i nieba). No i idealnie pasuje do mojej kuchni.

Historia z bombkami

... delikatnie braliśmy do rąk kruche, szklane, kolorowe bombki. [...] Może przy tej okazji warto opowiedzieć wnukom, skąd wzięła się na choince szklana kula o cienkich ściankach, ozdobiona błyszczącym brokatem, mieniąca się kolorami? 

Trudno uwierzyć, że świąteczna bombka wzięła się z biedy. Swoją karierę rozpoczęła w połowie XIX wieku w mieście Lauscha, na południu Niemiec. Jeden z pracowników tamtejszej szklanej manufaktury, w której nie najlepiej się działo, wydmuchał z cienkiego szkła kształt przypominający jabłko. Nie stać go było na prawdziwe owoce, orzechy i cukierki, które dotychczas zdobiły bożonarodzeniowe drzewka. Szklane kule powiesił na choince. Spodobały się sąsiadom i w kolejnych latach każdy z nich chciał także bombkami dekorować swoje drzewko. Dzięki temu pomysłowi fabryka rozkwitła i do dziś produkuje świąteczne ozdoby.

Powyższy cytat pochodzi ze strony (klik), a wspomniany pracownik nazywał się Hans Greiner. Ten niemiecki szklarz zrobił swoją pierwszą szklaną bombkę w 1847 roku. Na stronie (klik) przeczytałam o nim następującą informację:
W przerwie między wykonywaniem szklanek, szyb i szklanych oczu, wykonał ozdoby. Hans nosił imię po swoim przodku, który w 1597 otworzył w Lausha pierwszą szklarską manufakturę. Świąteczne wyroby młodego Hansa stały takim przebojem w okolicy, że firmę dalej prowadzili synowie, a po nich jego wnuki.

Dalsze koleje losu bombek "wygrzebane" w sieci:
  • W 1850 r. Justus von Liebig opracował technikę srebrzenia bombek azotanem srebra.
  • Od 1870 roku, dzięki królowej Wiktorii i księciu Albertowi, zaczęto eksportować bombki z Lauscha do Wielkiej Brytanii.
  • W 1870 roku w Nowym Jorku William Demuth stworzył pierwsze amerykańskie szklane ozdoby.
  • Od 1882 r. za sprawą F. W. Woolwortha, amerykańskiego magnata handlowego, szklane ozdoby z Lauscha zaczęto eksportować do USA.
  • Pod koniec XIX wieku bombki pojawiły się również w Polsce, pierwotnie sprowadzano je z zagranicy, przede wszystkim z Norymbergi. Były tak popularne, że w niektórych środowiskach ostro protestowano przeciwko "modzie z zachodu".


Ciekawostki na temat bombek:
  • O produkcji bombek można przeczytać na stronie (klik).
  • O symbolice bombki można przeczytać na stronie (klik).
  • W Polsce na bombki mówi się również: bańki, glaskugle, bule, bulajki, gałki, gulajki, kulałki, bomby (klik).
  • Początkowo bombki imitowały owoce, orzechy a nawet małe roślinki, dopiero z czasem zaczęły przybierać inne kształty, takie jak: pantofelki, parasolki, instrumenty muzyczne, aniołki, bałwanki, pajace, zwierzęta (klik).
  • Najdroższa bombka w historii, wyceniona w 2009 r. na 82 tysiące funtów, kosztowałaby dziś 410 tysięcy złotych (mnie już sama końcówka poraża).  Może to dobry pomysł na lokatę kapitału? 
  • W miejscowości Nowa Dęba pod Tarnobrzegiem istnieje od 2012 r. jedyne na świecie Muzeum Bombki Choinkowej (klik).
Co by nie napisać o bombkach, trzeba przy okazji stwierdzić, że tworzą niezapomnianą atmosferę rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. No i wraz z upływem lat nabierają wartości sentymentalnych, o czym świadczą komentarze pod poprzednim postem (klik).

Bombki z historią

Zainspirowana opowieściami o babcinych bombkach (Co Mnemo do głowy wpadnie...), postanowiłam pokazać te, które od pokoleń wiszą  na choince (zawsze prawdziwej) w moim domu. Na początek bombka najstarsza - w kształcie grzybka (do tej pory uchowały się w oryginalnym pudełku prawie wszystkie z kompletu 12 sztuk). Niektóre nie mają, co prawda, nóżek, ale kto by się tym przejmował.


Kolejne dwie bombki są lekko uszkodzone i wyblakłe, ale liczą sobie ok. 50 lat - więc mają prawo tak wyglądać. Poza tym kiedyś wpadłam na pomysł umycia ich z kurzu - skutkiem czego farba i brokat uległy trochę zniszczeniu.

         
Kolejne bombki z ok. 40-letnią historią zostały przywiezione przez T. z delegacji do Warszawy. W pociągu był tłok, bombki - wiadomo - krucha rzecz, wiec od razu w podróży część z nich uległa potłuczeniu. Ale do dziś łabądek ma piórko w... ogonku.


Poniższe bombki przedstawiają bohaterów popularnych w latach 60. XX wieku dobranocek pt. "Jacek i Agatka" oraz "Różne przygody Gąski Balbinki" (Ptyś i Balbina).

 

Choinka w moim domu ubierana jest, jak co roku, w wigilijny poranek przez T. Kiedyś były takie czasy, że pomagały dzieci, ale teraz czasy się trochę zmieniły. Niezmienne jest to, że najpierw T. wiesza kolorowe lampeczki, a następnie bombki i bombeczki, każdą z rozmysłem i w sobie wiadomym, z góry upatrzonym, miejscu. Do tego dochodzą rozliczne łańcuchy, które zastąpiły tzw. włosy anielskie, obecnie chyba nie do kupienia.
Poniższe zdjęcia przedstawiają niektóre ze współczesnych bombek z serii postaci, jest wśród nich Święty Mikołaj i Dziadek Mróz, krasnalek z muchomorkiem i rybka. Jest nawet bombka w kształcie książki z kolędami.



Gdy choinka jest ubrana, wszyscy domownicy są wołani do pokoju w celu wyrażenia zachwytu. I tak jest od zawsze.


Z nowoczesnych bombek najbardziej podoba mi się ta z wiejskim krajobrazem (ręcznie malowane chaty przykryte czapami śniegu). Jednak największy sentyment mam do muchomorków (choćby dlatego, że na zdjęciach sprzed pół wieku wyglądają wśród zieleni igieł równie uroczo).
Choinka stoi u mnie długo, czasami do Matki Boskiej Gromnicznej, a czasami jeszcze dłużej (jest regularnie podlewana przez T.). Raz się nawet zdarzyło (ale wtedy to była jodła), że została rozebrana w Niedzielę Palmową. To były czasy.
Na koniec - jako ciekawostkę - prezentuję zdjęcie choinki, wykonane 26 stycznia 2013 r. przez A., na którym widać pięknie zielone przyrosty.